Nowy system podatkowy to rewolucja - ogłosił premier Jeorios Papandreu. - Kraj może uniknąć bankructwa, ale warunkiem jest zmiana naszego modelu gospodarki - tłumaczył.
Nowe prawo, które uchwalono głosami rządzących socjalistów, przewiduje m.in. ograniczenie możliwości zawierania transakcji gotówkowych przez przedsiębiorców. Poza tym właściciele jachtów, prywatnych samolotów, basenów i innych dóbr luksusowych będą składać deklaracje majątkowe wraz z wyjaśnieniem źródeł dochodów.
Opodatkowano
nieruchomości Cerkwi prawosławnej, która dotychczas była świętą krową - cieszyła się praktycznie immunitetem podatkowym, co irytowało znaczną część społeczeństwa.
Ustawa znosi też ulgi, którymi cieszyli się dotychczas taksówkarze, inżynierowie, lekarze i sportowcy. Przeciw likwidacji przywilejów taksówkarze protestowali wczoraj na ulicach Aten.
Najbardziej kontrowersyjny jest jednak przepis, który nakazuje konsumentom zachowywać sklepowe paragony.
W Grecji, podobnie zresztą jak w Polsce, niewbijanie zakupów do kasy przez małych sklepikarzy jest prawdziwą plagą. W latach 90. podobne prawo uchwalono we Włoszech, ale wycofano się z niego, bo rewidowanie ludzi wychodzących ze sklepów przez urzędników skarbowych budziło protesty.
Pakiet podatkowy jest drugą częścią reformy greckiego
budżetu. Kilka tygodni temu parlament uchwalił ustawy ograniczające wydatki, które wywołały falę ogromnych demonstracji.
Aby załatać dziurę budżetową, grecki rząd musi pożyczyć w tym roku na rynkach finansowych ok. 54 mld euro. Dług kraju sięga 300 mld, czyli 113 proc.
PKB.
