Banki zablokowały konta ofiar, bo taki obowiązek nakłada na nie prawo bankowe. Co to oznacza dla rodzin? Blokując rachunek, bank przestaje naliczać opłaty za jego prowadzenie czy odsetki od kredytu. Zapobiega też sytuacji, by do konta miały dostęp osoby niebędące prawowitymi spadkobiercami zmarłego. Dotyczy to kont założonych na jedną osobę. Jeśli do rachunku ustanowione było pełnomocnictwo, to wygasa ono automatycznie z chwilą śmierci posiadacza rachunku.
Z rachunku osoby zmarłej (rachunku indywidualnego) przed rozpoczęciem postępowania spadkowego pokrywane są koszty związane z pogrzebem. W drugiej kolejności realizowane są wypłaty z tytułu złożonej dyspozycji na wypadek śmierci posiadacza rachunku. Pozostałe środki pozostawiane są spadkobiercom, ale praktyka pokazuje, że potwierdzenie przez sąd prawa do spadku może ciągnąć się latami. Co wtedy?
Minister Michał Boni oficjalnie poprosił Związek Banków Polskich (ZBP) o "maksymalne ułatwienie członkom rodzin ofiar tragicznej katastrofy pod Smoleńskiem dostępu do środków finansowych zgromadzonych na rachunkach ofiar wypadku".
Na reakcję bankowców nie trzeba było długo czekać. Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP, od razu zwrócił się do szefów banków z prośbą o "rozważnie możliwości maksymalnego uproszczenia procedur bankowych". Co to w praktyce oznacza?
- Bank może, na zasadzie wyjątku, zezwolić na wypłacenie z rachunku zmarłej osoby pewnej części pieniędzy zaliczkowo, o ile ma pewność, że osoba pobierająca pieniądze znajdzie się wśród spadkobierców - tłumaczy mec. Jerzy Bańka, główny prawnik ZBP. Zaznaczył, że zależy to wyłącznie od dobrej woli banku, bo ogólna zasada jest taka, że z wypłatą pieniędzy z konta bank powinien poczekać na oficjalny dział spadku po zmarłym. - Mamy wyjątkową sytuację, zginęły osoby publiczne, co do których bank może nie mieć wątpliwości, kto należy do najbliższych członków rodziny uprawnionych do spadku - dodaje Bańka.
Przeczytaj komentarz Macieja Samcika 