To standardowa procedura, ale okazuje się, że wyjątkowo można ją zmienić. Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP, od razu zwrócił się do szefów banków z prośbą o "rozważenie możliwości maksymalnego uproszczenia procedur bankowych".
Okazuje się, że bank może, na zasadzie wyjątku, zezwolić na zaliczkowe wypłacenie z rachunku zmarłej osoby pewnej części pieniędzy, o ile bank ma pewność, że osoba pobierająca pieniądze znajdzie się wśród spadkobierców. Czyli np. ktoś ma na koncie 100.000 zł i nagle zginie w wypadku, a jego nie pracująca żona, nie mając środków do życia, zwróci się do banku o możliwość wypłaty 5.000 zł, bank może się na to zgodzić, nie czekając na postępowanie spadkowe.
Nie chcę oskarżać bankowców o to, że naginają przepisy, by pomóc rodzinom ofiar katastrofy, osób z pierwszych stron gazet. Te rodziny są rzeczywiście w trudnej sytuacji finansowej i zasługują na pomoc banków. Ale chciałbym też, by na podobne wsparcie mogły liczyć u bankowców rodziny anonimowych Kowalskich i Nowaków, którzy też giną w wypadkach samochodowych, umierają na raka, tracą życie w różnych tragicznych i nagłych okolicznościach. Im nie przyjdzie z pomocą Rada Ministrów, o ich prawa nie upomni się minister Boni, nie pochyli się nad nimi prezes Pietraszkiewicz. Apeluję, by szary obywatel, będąc w analogicznej sytuacji jak rodziny ofiar sobotniej katastrofy, również mógł liczyć na przychylność bankowców.
Czytaj artykuł Macieja Badnarka i Macieja Samcika Czytaj też komentarz w
blogu Macieja Samcika
A gdyby to byli przeciętni obywatele? Czy banki też byłyby tak życzliwe?