Biznes Ludzie Pieniądze

Greenpeace walczy z Nestlé o indonezyjskie lasy

Piotr Miączyński
18.04.2010 , aktualizacja: 19.04.2010 11:20
A A A Drukuj
Pole walki: Facebook, Twitter, YouTube oraz blogi. Cel: ocalenie orangutanów. Stawka? Reputacja największego koncernu spożywczego świata
Prezes Nestle Paul Bulcke
Fot. DENIS BALIBOUSE REUTERS
Prezes Nestle Paul Bulcke
Reklama wygląda jak typowy spot batona KitKat. Jest biuro. Znudzony i zmęczony pracownik przy niszczarce wrzuca do niej kolejne ryzy papieru.

Czas na przerwę? Pracownik dziarsko wyjmuje, KitKata rozdziera opakowanie i z zapałem zaczyna pałaszować. Tyle że zamiast apetycznego batona przegryza fragmentem orangutana. Na klawiaturę tryska krew. Na czerwonym tle napis: czas to przerwać. Czas pomóc orangutanom. Powstrzymaj Nestlé od kupowania oleju palmowego od firm niszczących lasy deszczowe.



Taki klip polski Greenpeace wrzucił na You Tube miesiąc temu. To fragment międzynarodowej akcji wymierzonej przeciw firmie Nestlé - największemu producentowi żywności na świecie o przychodach ponad 100 mld franków szwajcarskich rocznie, zatrudniającego 275 tys. osób na całym świecie.

Greenpeace usiłuje zmusić giganta, aby przestał kupować indonezyjski olej palmowy pochodzący od spółki Sinar Mas. Do spółki zdaniem Greenpeace należy 406 tys. hektarów plantacji palmy olejowej. Sam Sinar Mas twierdzi, że ma największy bank ziemi na świecie składający się z 1,3 mln hektarów.

Obrońcy środowiska twierdzą jednak, że Sinar Mas eksploatuje swoje plantacje w sposób rabunkowy, a przez to z kolei orangutany nie mają co jeść

Z powodu społecznej krytyki z kontraktów z Sinar Mas zrezygnował w ubiegłym roku Unilever, a kilka tygodni temu Kraft.

Nestlé według Greenpeace zużywa 320 tys. ton oleju palmowego rocznie, który trafi m.in. do batonów KitKat. Potentat też oświadczył, że zerwie kontrakty z Sinar Mas. Tyle że, jak twierdzi Greenpeace, Nestlé wciąż sprowadza od nich olej palmowy, ale... przez pośredników, takich jak np. firma Cargill.

Greenpeace wydał koncernowi wojnę przede wszystkim w tzw. serwisach społecznościowych: Twitterze, YouTube oraz blogach. Zaniepokojeni konsumenci zaczęli wpisywać się na stronie koncernu na Facebooku, wymieniając listy produktów, które będą bojkotować, oraz prezentując w swoich tzw. profilach zakrwawione logo firmy. Nestlé zagroziło, że będzie kasować wpisy wykorzystujące ich logo. Pracownikom korporacji w dyskusjach z internautami zaczęły puszczać nerwy. Użytkownicy odpowiadali, że Nestlé nie wie, na czym polegają serwisy społecznościowe.

W ramach kampanii Greenpeace zachęca konsumentów do dzwonienia na infolinię koncernu, aby przekazali, że są niezadowoleni z praktyk Nestlé, a także wysyłania e-maili z protestem do koncernu. Zdaniem Iwo Łosia z Greenpeac do tej pory wysłano ich już ponad 160 tys., w tym kilka tysięcy z Polski.

Co na to wszystko Nestlé? Małgorzata Szlendak z Nestlé Polska przekonuje, że jej firma "jest bardzo zaniepokojona procesem wylesiania mającym miejsce w Indonezji".

- W naszych pismach wystosowanych do dostawców oleju palmowego (należy przypomnieć, iż olej bywa często mieszany w bardzo skomplikowanym łańcuchu dostaw), w tym także do firmy Cargill, jasno stwierdziliśmy, że w surowcach przez nich dostarczanych nie będziemy tolerować obecności oleju pochodzącego z upraw niezrównoważonych - twierdzi Szlendak.

Nestlé zobowiązało się, że do 2015 roku będzie w całości pozyskiwać olej palmowy ze zrównoważonych źródeł. - Nasz postęp w kwestii certyfikowanego oleju palmowego oraz certyfikatów oleju palmowego jest szybki: pokrywa 18 proc. zakupów w 2010 roku i oczekujemy, że do końca 2011 roku uda nam się osiągnąć poziom 50 proc. - przekonuje Szlendak.

Greenpeace odpowiada, że Nestlé nie wierzy, a obietnice koncernu to tylko PR.

Podobne problemy to dla międzynarodowych potentatów nie pierwszyzna. Obuwniczy gigant Nike kilka lat temu znalazł się pod obstrzałem opinii publicznej, gdy wyszło na jaw, że jego buty w fabrykach Trzeciego Świata za głodowe płace produkują dzieci.

W podobne kłopoty wpadł koncern paliwowy Shell w połowie lat 90. w związku ze swoją działalnością w Nigerii. Miejscowi obrońcy przyrody na czele z przywódcą ruchu Ken Saro-Wiwa zarzucali gigantowi, że wydobywa ropę, powodując gigantyczne zniszczenia środowiska w delcie Nigru i wspiera skorumpowane władze Nigerii. Sprawa zaczęła się odbijać echem w międzynarodowych mediach. Rząd nigeryjski przestraszył się, że koncern wycofa się z kraju. Aresztował więc i stracił Ken Saro-Wiwa oraz ośmiu jego współpracowników.

Konsumenci zaczęli bojkotować oba koncerny. Na stacjach Shella pojawili się demonstranci z transparentami: "Shell go to hell" (Shell, idź do piekła). Sklepy Nike obrzucano stertami starych butów.

Co zrobiły firmy? Przeprosiły i zainwestowały w programy chroniące pracowników oraz środowisko, np. Shell w rekultywację terenów wydobycia ropy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów