Pomoc obiecana Grecji przez Brukselę daje wyraz nowej unijnej zasadzie mówiącej, że kraje strefy euro ponoszą wzajemną odpowiedzialność za swoje finanse.
Dlatego borykające się z własnymi problemami
Irlandia,
Hiszpania i
Portugalia również dorzucą się do wspólnej akcji ratunkowej, a Angela Merkel będzie musiała jakoś przekonać własny elektorat, żeby zrzucił się po 100 euro, by Grecy mogli wcześniej przechodzić na emeryturę niż ktokolwiek w Niemczech.
To naprawdę poważny krok naprzód w procesie integracji.
Amerykańska zasada "nie ma podatków bez reprezentacji politycznej" przejdzie ciężką próbę. Mamy bowiem do czynienia z opodatkowaniem obywateli unijnych na rzecz rządu, którego nie wybierali.
A to może jeszcze nie koniec. Wkrótce po pieniądze mogą wyciągnąć rękę Hiszpania i Portugalia czy inny kraj w tarapatach. Wówczas być może odezwą się głosy za reprezentacją interesu innych krajów w rządach państw członkowskich. Może nie tyle przy podejmowaniu szczegółowych decyzji o podatkach czy dotyczących wydatków z budżetu, ale mogą żądać wglądu i wpływu na bilans budżetowy.
Jak sytuacja dalej się rozwinie, będzie zależało od tego, kto ostatecznie narzuci warunki pomocy Grecji. Czy
MFW zapewniający jedną trzecią funduszy (15 mld euro), czy
Bruksela, która próbuje zminimalizować rolę funduszu.
Czytaj więcej na
Wall Street Journal