Choć od początku lat 80. kopalnie pracują oficjalnie tylko przez pięć dni w tygodniu, od poniedziałku do piątku, to nie jest tajemnicą, że często normalne wydobycie prowadzi się też w weekendy, np. pod pozorem robót przygotowawczych. Ponieważ jednak kopalnie muszą przestrzegać
kodeksu pracy, zgodnie z którym górnicy nie mogą przepracować w roku więcej niż 150 godzin nadliczbowych, znaleziono sprytne rozwiązanie. Powstały firmy, które za pełną zgodą spółek węglowych zatrudniają górników do pracy w weekendy.
Pierwsza na taki krok zdecydowała się lubelska
kopalnia Bogdanka, drugi był Katowicki Holding Węglowy, który zatrudniał górników w soboty i niedziele za pośrednictwem firmy Phoenix Business (holding ma w niej 49 proc. udziałów).
Sytuacja nie budziłaby pewnie większych kontrowersji, gdyby nie tragedia w kopalni Wujek-Śląsk, gdzie we wrześniu zeszłego roku zginęło 20 górników, a ponad 30 zostało rannych. Przy tej okazji kontrolę przeprowadziła Państwowa Inspekcja Pracy i okazało się, że jest fatalnie. W kopalni nagminnie dochodziło do przekraczania czasu pracy, a rekordzista, dzięki zatrudnieniu w weekendy, przepracował na dole 52 kolejne dni bez należytego wypoczynku. Inni pracowali bez wytchnienia od 10 do 30 dni z rzędu. - W kopalniach nie mogą pracować przemęczeni górnicy! - zagrzmieli specjaliści.
Państwowa Inspekcja Pracy zapowiedziała, że będzie domagała się zmian w
kodeksie pracy. Teraz inspektorzy są bezradni, bo prawo nie zabrania pracy na tych samych stanowiskach. Górnik może wyrobić dniówkę na kopalni i potem pracować na tym samym stanowisku w weekendy, tyle że za stawkę o sto procent większą od normalnej. Nikt nie kontroluje jednak, ile czasu spędził pod ziemią. - Będziemy domagali się zmiany ustawy. To problem, z którym musimy sobie poradzić - stwierdził Tadeusz Zając, szef PIP.
Mirosław Szura, wiceprezes Phoenix Business, mówi, że spółka odpowiedziała tylko na zapotrzebowanie holdingu, który dramatycznie szukał rąk do pracy. - Górnicy zgłaszali się dobrowolnie. Każdy, jeżeli tylko czuł się zmęczony, w każdej chwili mógł odmówić pracy i nie musiał się nawet tłumaczyć. Zasada dobrowolności była i jest dla nas święta - zapewnia wiceprezes Szura i dodaje, że w pewien sposób problem sam się rozwiązał, bo spółki węglowe zmniejszyły wydobycie i siłą rzeczy potrzebują mniej rąk do pracy w soboty i niedziele niż rok czy dwa lata temu.
Jednak
praca w weekendy nadal jest atrakcyjna, bo własną spółdzielnię założyli nawet pracownicy kopalni Mysłowice-Wesoła. Jednym z pomysłodawców był Krzysztof Urban, szef zakładowej "Solidarności". - U nas nie ma tego problemu, bo spółdzielnia sprawdza, kto i ile pracuje pod ziemią. Jeżeli komuś należy się wypoczynek, to jest to bezwzględnie przestrzegane - zapewnia Urban, ale przyznaje, że nawet spółdzielnia nie ma nikomu prawa zabraniać pracowania. - A ludzie chcą dorobić, bo dzisiaj liczy się każdy grosz - mówi Urban i dodaje, że PIP powinien raczej poszukać patologii w małych prywatnych firemkach, a nie górnictwie, które łatwo jest kontrolować.
Przedstawiciele Katowickiego Holdingu Węglowego tłumaczą, że praca w weekendy czasami jest niezbędna, bo trzeba wykorzystać możliwości nowoczesnego sprzętu. Gdyby nie praca górników w soboty i niedziele, trzeba by zwiększyć zatrudnienie. A na to żadna ze spółek węglowych nie może sobie dzisiaj pozwolić. - Wszystko robimy jednak zgodnie z prawem - zastrzega Ryszard Fedorowski, rzecznik holdingu, i dodaje, że jeżeli zmienią się przepisy, spółka natychmiast się do nich dostosuje.
Inspektorzy PIP zapowiadają, że będą "śledzić" firmy, które zatrudniają górników w weekendy, i badać, czy przestrzegają czasu pracy. - Jeżeli nie, będziemy interweniować w spółkach węglowych. To wszystko, co możemy dziś zrobić - mówi Władysław Trzop z PIP w
Katowicach.
