Od wprowadzenia euro
Grecja jeszcze nigdy nie musiała tak drogo płacić za pożyczanie pieniędzy na rynkach finansowych. Rząd w Atenach już poprzedni rekordowy poziom - 7,5 proc. - uznał za "nie do wytrzymania".
Obecny poziom - ponad 7,6 proc. - to 4,55 pkt proc. więcej, niż wynosi rentowność obligacji niemieckich, w strefie euro traktowanych jako punkt odniesienia.
Grecja jest więc w tarapatach - do końca maja rząd musi sprzedać obligacje warte ponad 11 mld euro. Rosnąca rentowność papierów oznacza, że
Ateny wpadają w pętlę zadłużenia - pożyczają, by spłacać stare długi. Ale zaciągając nowe pożyczki, muszą oferować wysokie oprocentowanie papierów, co zwiększa koszty obsługi długu.
Dług publiczny Grecji sięga już 113 proc.
PKB, a deficyt sektora finansów publicznych wzrósł w zeszłym roku do 12,9 proc. PKB. Inwestorzy obawiają się, że ewentualne problemy Grecji ze sfinansowaniem swoich potrzeb uderzą rykoszetem w inne kraje i mogą wywołać kryzys w całej strefie euro.
Dlatego rząd w Atenach już zaczął przygotowywać się do międzynarodowej pomocy finansowej. Choć formalnie jeszcze o nią nie wystąpił. Kraje
strefy euro zgodziły się już na udzielenie Grecji 30 mld euro pożyczki na trzy lata przy ok. 5-proc. oprocentowaniu. 10-15 mld euro miałby dołożyć - gdyby zaszła taka potrzeba - Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Dziś do Aten miała przyjechać delegacja
MFW i UE, by na spotkaniu z greckim rządem ustalić, jakie reformy powinna wprowadzić Grecja, by móc dostać pomoc z MFW. Ze względu na paraliż lotniczy spowodowany pyłem z wulkanu spotkanie przełożono na środę.
We wtorek Greece ma wyemitować krótkoterminowe papiery skarbowe o trzymiesięcznej zapadalności. Z emisji chce zebrać 1,5 mld euro.
Wysokie oprocentowanie długu w Grecji przekłada się też na rentowność obligacji innych krajów, które mają wysokie zadłużenia i wysoki deficyt publiczny. Tak stało się w poniedziałek w przypadku obligacji portugalskich (ich rentowność wzrosła do 4,511 proc.) oraz irlandzkich (4,594 proc.).
