Weber miał to powiedzieć w poniedziałek na spotkaniu niewielkiej grupy niemieckich parlamentarzystów. Według "Wall Street Journal" to może oznaczać, że sytuacja greckiej gospodarki jest gorsza niż się oczekuje.
Ponad tydzień temu ministrowie finansów krajów
strefy euro uzgodnili warunki ewentualnej pomocy dla Grecji, która boryka się z ogromnym sięgającym 300 mld euro zadłużeniem. Ich kraje pożyczą Grekom - "jeśli zajdzie taka potrzeba" - do 30 mld euro w ciągu najbliższego roku, przy oprocentowaniu trzyletnich pożyczek sięgającym 5 proc. To znacznie lepsze warunki niż te, które pogrążonym w kryzysie Atenom dyktuje teraz wolny rynek. Dodatkowe 15 mld euro może pożyczyć Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Jednak ta informacja tylko na krótko uspokoiła rynki finansowe. We wtorek oprocentowanie 10-letnich greckich obligacji znów znalazło się na rekordowo wysokim poziomie. Przekroczyło 7,8 proc. i było aż o 4,7 pkt. proc. wyższe niż podobnych papierów niemieckich, które są uznawane za najbezpieczniejsze w
strefie euro.
W poniedziałek grecki premier George Papandreou po raz kolejny musiał uspokajać. - Jeśli interes narodowy będzie wymagał użycia tej pomocy, zrobimy to bez wahania i poinformujemy obywateli o wszystkich decyzjach - powiedział w oświadczeniu.
Dziś grecka agencja zarządzania
długiem publicznym przeprowadziła udaną aukcję 13-tygodniowych bonów skarbowych. Początkowo planowała pozyskać w ten sposób 1,5 mld euro, ostatecznie popyt był dużo większy, wiec sprzedała bony za 1,95 mld euro przy oprocentowaniu sięgającym 3,65 proc. Przy poprzedniej styczniowej aukcji podobnych bonów oprocentowanie było dużo niższe i sięgało 1,67 proc.
W środę w Atenach mają toczyć się rozmowy przedstawicieli Unii Europejskiej, europejskiego Banku Centralnego oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego o technicznych aspektach pomocy.
