Przypomnijmy: w marcu RPP przegłosowała zmiany zasad księgowych, dzięki którym rezerwa na ryzyko kursowe byłaby mniejsza, a zysk wypłacony
budżetowi przez NBP wyniósłby nie 4, ale nawet 8 mld zł.
Zarząd NBP zarzucił Radzie łamanie prawa. Ta jednak zapowiedziała, że nie zaakceptuje sprawozdania zarządu banku, jeśli nie będzie ono zgodne z nową metodologią. - Jeśli dziś zgodzilibyśmy się sztucznie zmniejszyć wpłatę do
budżetu, to za rok mogłoby być odwrotnie: zarząd mógłby uznać, że ryzyka zmian kursowych nie należy traktować poważnie i nie trzeba tworzyć rezerwy zabezpieczającej przed skutkami umocnienia złotego w ogóle - tłumaczył "Gazecie" Andrzej Rzońca z Rady.
Druga strona (czyli zarząd NBP) argumentuje, że prawo nie może działać wstecz. Poza tym
złoty od początku roku umocnił się, co oznacza, że rezerwa na ryzyko kursowe powinna jednak być większa.
Jeszcze niedawno wydawało się, że RPP może być spokojna o to, że z prawnego punktu widzenia to jej opinia będzie decydująca. Nawet Andrzej Kaźmierczak - jeden z czterech członków RPP, którzy sprzeciwiali się wprowadzonym zmianom - twierdził, że zarząd nie ma wyjścia i musi zrealizować zalecenia RPP, bo to ona określa zasady księgowe.
Jednak zarząd (krótko przed śmiercią prezesa NBP Sławomira Skrzypka) przygotował sprawozdanie finansowe, nie uwzględniając zaleceń RPP. Liczony w ten sposób zysk wyniósł 4,2 mld zł. Według "Rzeczpospolitej" bilans w tej formie został wysłany do audytora, a ten go zaakceptował.
Czy istnieje jakieś pole do kompromisu? Według nieoficjalnych informacji "Gazety" zarząd mógłby zaproponować taki sposób wyliczania rezerwy (nienaruszający zaleceń RPP), aby ostateczny zysk - przekazany do budżetu - wyniósł ok. 6,5 mld zł.
Dziś może być znana opinia
Europejskiego Banku Centralnego w sprawie zmian przegłosowanych przez RPP. Zaś do końca tego tygodnia mają być gotowe opinie prawników czy Piotr Wiesiołek może zastępować Skrzypka jako przewodniczący RPP i czy z wyborem nowego szefa NBP można poczekać.
