Prezes IATA Giovanni Bisignani powiedział, że przez wstrzymanie lotów linie lotnicze traciły dziennie średnio 400 mln dol. Wcześniej szacowano, że dzienne straty to 200 mln dol., jednak Bisignani nazwał ten szacunek "mocno zachowawczym". Według prezesa IATA straty spowodowane odwołaniem lotów z powodu pyłu wulkanicznego były znacznie większe niż po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku, kiedy linie lotnicze też miały ogromne problemy. - W pewnym momencie - powiedział Bisignani na konferencji w Berlinie - 29 proc. wszystkich lotów i 1,2 mln pasażerów było dotkniętych przez zamknięcie przestrzeni powietrznej. Straty ponoszone przez linie lotnicze to nie tylko koszty odwoływania lotów, także zapewnienie noclegu i wyżywienia uwięzionym na lotniskach pasażerom oraz opłacanie alternatywnych form transportu, np. autobusów.
Bisignani zaapelował też do rządów o odpowiedzialne działanie i udzielenie pomocy liniom lotniczym. Europejski ruch powietrzny w środę zaczął powoli wracać do życia, kiedy chmura pyłu wulkanicznego po wybuchu wulkanu na Islandii, która była przyczyną problemów, zaczęła się przesuwać poza Europę. Część krajów, w tym
Polska, zdecydowała się na otwarcie przestrzeni powietrznej od środy rano.
Jakie straty z tego tytułu poniósł LOT? Tego jeszcze dokładnie nie wiadomo. Prezes LOT Sebastian Mikosz powiedział w Radiu PiN, że "nie wygląda to dobrze". - Tak naprawdę nie wiemy jeszcze, o jakiej kwocie rozmawiamy - powiedział. I dodał, że "mówienie o wielomilionowych kwotach dziennie jest jak najbardziej uzasadnione".
- Pamiętajmy, że utracone przychody niekoniecznie muszą okazać się kosztem. Część pasażerów poleci bowiem z opóźnieniem - mówi jednak rzecznik LOT Jacek Balcer. - My mamy stosunkowo niskie koszty stałe na tle branży, więc u nas straty mogą być niższe - dodaje.
