Program "Energy Star" został utworzony w 1992 roku w
USA. W założeniu służyć miał wyróżnianiu na rynku urządzeń zużywających mniej energii, niż wymagają tego obowiązujące normy. Na początku charakterystyczne logo przyznawano tylko producentom komputerów i monitorów. W ciągu kolejnych lat zasady rozszerzono na tyle, że niemal dowolne urządzenie elektryczne mogło otrzymać odpowiedni certyfikat - oczywiście przy spełnieniu odpowiednich wymagań. Tyle teoria, bo dziś prestiżową gwiazdkę może dostać nawet... budzik zasilany silnikiem spalinowym. Właśnie dowiodła tego przeprowadzona "pod przykryciem" prowokacja funkcjonariuszy Government Accountability Office (GAO), amerykańskiego odpowiednika NIK.
Utworzone w 1921 roku GAO nazywane jest czasem "najlepszym przyjacielem podatnika". Odpowiadające przed Kongresem biuro bada efektywność wydawania publicznych pieniędzy, także poprzez bezpośrednią ocenę funkcjonowania programów czy agencji z nich finansowanych.
To instytucja w dużej mierze niezależna od polityków (jej szef powoływany jest na kadencję... 15 lat), a jej raporty traktowane są z całą należną powagą. W tym, który ukazał się w zeszły piątek, można przeczytać: „Biorąc pod uwagę miliony dolarów wydawane w celu zachęcania konsumentów do zakupu produktów oznaczanych znakiem Energy Star i pojawiające się obawy, że program ten jest mało odporny na nadużycia, GAO zostało poproszone o przetestowanie 1) możliwości uzyskania statusu partnera programu » Energy Star » , 2) przebiegu procedury oceny nowych produktów pod kątem uzyskania certyfikatu Energy Star”.
Zostań partnerem Energy Star (to łatwe) Urzędnicy GAO zgłosili do programu "Energy Star" cztery przedsiębiorstwa, posługując się jedynie wynajętymi skrzynkami pocztowymi, fałszywymi numerami telefonów komórkowych i witrynami w internecie. Był to najprawdopodobniej i tak zbędny trud, nikt z agencji certyfikującej nie marnował czasu na odwiedzenie siedziby którejkolwiek z fikcyjnych firm. Nikt także nie zadzwonił. W ciągu zaledwie dwóch tygodni każda dostąpiła za to zaszczytu przystąpienia do programu "Energy Star", uzyskując możliwość wykorzystywania materiałów marketingowych, wzorów elektronicznych, logo etc. Co interesujące, było to, zanim jakikolwiek produkt danej firmy został zgłoszony do oceny. Znalezienie się na liście partnerów Energy Star przyniosło za to szybko wysyp zamówień od firm zewnętrznych chętnych do nawiązania współpracy.
Z wymyślonymi produktami poszło niemal równie łatwo - z 20 zgłoszonych zaakceptowano 15, w tym wspomniany zegar na benzynę (wielkości kuchenki mikrofalowej) i przenośny grzejnik z doczepioną miotełką do wycierania kurzu (nowatorski "odświeżacz powietrza"). Nikogo też nie zainteresowała dokumentacja pompy cieplnej o sprawności daleko przewyższającej rozwiązania stosowane u konkurencji (w tym całej obecnej na liście Energy Star). Tylko dwa produkty zostały skierowane do przetestowania w zewnętrznym laboratorium, co w praktyce skutkowałoby ich odrzuceniem.
W jednym przypadku audytorzy wyrazili wątpliwość dotyczącą wartości efektywności cieplnej jednego z urządzeń, jednak po otrzymaniu e-mailem zapewnienia, że dane są właściwe, zaakceptowali zgłoszenie. 3 z 20 urządzeń nie doczekały decyzji o odrzuceniu\zaakceptowaniu przed zamknięciem prowokacji. Dla odmiany w kilku innych przypadkach szybkość analizujących dokumentację urzędników była godna podziwu: nieistniejący monitor komputerowy zdobył gwiazdkę już w pół godziny od zgłoszenia, zaś wirtualna lodówka i zmywarka do naczyń doczekały się lauru w ciągu 24 godzin.
Obywatele robieni w konia Cytowana przez "New York Timesa" senator Susan Collins, (to ona zwróciła się do GAO z prośbą o przeprowadzenie audytu programu Energy Star), zwraca uwagę na łatwość, z jaką rządowi kontrolerzy przeprowadzili prowokację. "Obywatele robieni są w konia podwójnie - jako prywatni konsumenci i jako płatnicy podatków" - dodaje. "NYT" przypomina także, że czarne chmury zbierają się nad programem "Energy Star" już od pewnego czasu. W październiku ubiegłego roku szef amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (Environmental Protection Agency) zwrócił uwagę na to, że chociaż 100 proc. monitorów z logo Energy Star spełnia normy, to jednak... jest tak także w przypadku 80 proc. wszystkich pozostałych, nieposiadających znaczka Energy Star; w dodatku wiele z nich przewyższa w oszczędności gwiezdną konkurencję. Audytorzy GAO podają w wątpliwość, czy sumy oszczędności, jakie przyniósł obywatelom program "Energy Star" podawane przez jego przedstawicieli (19 mld dolarów w 2008 roku) mają pokrycie w rzeczywistości.
Co ciekawe, według rozporządzenia Unii Europejskiej nr 106/2008 z 15 stycznia 2008 r. także polskie urzędy centralne i wojewódzkie zmuszone są wymagać, by sprzęt oferowany przy organizacji
przetargów spełniał normy Energy Star. Do dzisiaj nie ma za to w Polsce agencji, która przyznawałaby ten certyfikat (istnieją instytucje wystawiające oznaczenia, których przyznanie wymaga często spełnienia znacznie bardziej wyśrubowanych warunków, niż jest to w przypadku Energy Star). Nie jest jednak jasne, w jaki sposób przy organizacji przetargów stosować zamiennie inne normy; obowiązek interpretacji spoczywa na organizującym przetarg.
