"Dziewczyno w czarnym płaszczu! Nie wiem, jak ci to powiedzieć... Bez urazy, ale codziennie czuję twój pot w tramwaju. (...) Jesteś fajną laską i szkoda, że się tak marnujesz. Pozdro". Kartki o takiej treści zawisły w łódzkich tramwajach i oblepiły wiaty przystankowe.
Na pierwszy rzut oka wyglądają jak wyrwane z zeszytu w kratkę. Rysunki i pismo przypominają odręczne. Nawet sposób przytwierdzenia kartek - za pomocą taśmy klejącej - może sugerować, że zrobił to "zwykły" pasażer.
Są też inne kartki. „Droga Pani w czerwonym bereciku. Nie wiem, jak to Pani powiedzieć. Codziennie jeździmy razem tramwajem (lina 17) około godz. 17.15, w kierunku pl. Grunwaldzkiego. Pani
praca musi być bardzo stresująca, stąd pewnie ten »zapach «. Ciężko powiedzieć mi to wprost, czy nawet napisać, może więc narysuję”.
Poniżej szkic: dwa ludziki - jeden siedzi, drugi stoi i trzyma się poręczy nad głową. Ludzik stojący to pani. Ludzik siedzący jest podpisany jako „ja”. Spod pachy stojącego ludzika wychodzą linie, skierowane w ludzika siedzącego. Podpis do linii: „To »zapach «”.
W prawym dolnym rogu kartek - adres strony internetowej. To serwis nowej ogólnopolskiej kampanii reklamowej firmy Unilever, producenta Rexony.
Kontrowersyjna, znaczy skuteczna... Gdy reklamy pojawiły się w
Łodzi, w lokalnej redakcji rozdzwoniły się telefony od pasażerów oburzonych reklamą. Wszystkie podobne w treści: "Oni sugerują, że łodzianki to brudasy, że śmierdzą. Oburzające!".
- Kampania jest skierowana do osób młodych - tak Wojciech Tomczak z Unilever
Polska SA tłumaczy kontrowersyjną treść.
Paweł Daniłowicz, socjolog z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego komentuje: - To przykład kampanii negatywnej, która może odbić się na dobrym wizerunku firmy. Bo nie lubimy być obrażani. Być może dzięki kampanii w głowach wielu z nas pojawi się refleksja, że powinni o siebie bardziej dbać. Nie wiem tylko, czy Polacy docenią sposób, w jaki im to zasugerowano. Można to było zrobić nieco taktowniej.
Renata Ropska, specjalista ds. reklamy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w
Warszawie mówi, że kontrowersja jest zamierzona: - Niespocone logo Rexony przestało być skuteczne. Reklamy spokojne, subtelne i delikatne wychodzą z użycia. Teraz robi się reklamy kontrowersyjne i szokujące, o których się pisze, mówi, rozmawia. I które są zauważane, również przez dziennikarzy, którzy - chcąc nie chcąc - pomagają wypromować produkt. Kampania może na początku być odebrana jako negatywna. Ale za jakiś czas w naszych głowach pozostanie tylko informacja: "brzydki zapach spod pachy zwalczysz Rexoną". I to będzie sukces kampanii.
... tylko dlaczego nielegalna? Łódzkie MPK - właściciel wiat przystankowych - nie wydało zgody na ich obklejenie reklamami. - Nie słyszałem o żadnej kampanii reklamowej Rexony. Nikt z nami o tym nie rozmawiał - zarzeka się Bogumił Makowski, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. - Dla nas te kartki to zwykłe śmieci, makulatura, którą ściągniemy i wyrzucimy.
Michał z Grupy Pewnych Osób, łódzkich społeczników, którzy od dawna walczą z brudem w mieście, kampanię podsumowuje krótko: - To działanie bezprawne i naganne moralnie. Firma zafundowała sobie darmową kampanię, podczas gdy inni za pozwolenie na nalepianie reklam musieliby zapłacić grube pieniądze. Dziwię się, że żadna firma lub organizacja zrzeszająca przedsiębiorców nie złożyła przeciwko tego typu działaniom pozwu o czyn nielegalnej konkurencji. To oczywiste naruszenie prawa.
Przedstawiciel Unilever twierdzi, że - jeśli reklamy faktycznie wywieszono nielegalnie - to, odpowiada za to agencja, której zlecono przeprowadzenie kampanii. - Nasz dział marketingu zlecił standardową kampanię, nie było jednak mowy o działaniach, które mają charakter nielegalny. Jeżeli okaże się, że realizator kampanii, agencja Lowe, prowadzi działania niezgodne z prawem, zostaną one natychmiast zatrzymane - mówi Wojciech Tomczak z Unilever.
W agencji Lowe nie chcieli rozmawiać z "Gazetą". Przysłali jedynie krótki mail: "Nie jesteśmy odpowiedzialni za realizację kampanii w przestrzeni miejskiej i na nośnikach reklamowych, a jedynie za przygotowanie pomysłu kreatywnego. Dlatego trudno jest nam wypowiadać się w tej kwestii".
Nie wiadomo więc, kto i na czyje bezpośrednie zlecenie poobklejał
Łódź nielegalnymi reklamami. Makowski z MPK: - Skontaktujemy się w tej sprawie z Unileverem.
Nielegalne plakatowanie jest ścigane z art. 63a§1 kodeksu wykroczeń. Za wywieszanie takich ogłoszeń w sądzie sprawca może zapłacić nawet 5 tys. zł. Problem w tym, że ścigana jest osoba, która zawiesza plakaty, a nie zleceniodawca. - Niestety, żadnego plakaciarza na gorącym uczynku nie złapaliśmy - mówi Makowski.
