W polskim internecie w tym tygodniu nastąpił istny wysyp serwisów bazujących na idei zakupów grupowych. W poniedziałek ruszył Gruper.pl, założony m.in. przez Marka Borzestowskiego, współzałożyciela Wirtualnej Polski
(o czym pisała Wyborcza.biz) .
Raptem dwa dni później wystartowała polska wersja niemieckiego serwisu Citydeal.pl (o czym pisałem na
blogu )
Oba serwisy na razie mają oferty z Warszawy, jest jeszcze Fastdeal.pl, który zaczął od Krakowa.
Idea, by zaoferować internautom rabat 20, 30, 50 czy może nawet 90 proc., jeśli zbierze się ustalona liczba chętnych, nie jest nowa. W latach 90. w
USA serwisów bazujących na podejściu: "skrzyknijmy się, będzie taniej", powstało co najmniej kilkanaście, na czele ze spółką Mercata, w którą 80 mln dol. zainwestował Paul Allen, współzałożyciel
Microsoft. Spółka jednak padła w 2001 r. W 2001 r. z serwisem Zakupy Grupowe startowała Wirtualna
Polska, której prezesem był wówczas Borzestowski.
Wówczas się nie udało. Nie udało się też serwisom, które w Polsce ruszyły w 2008 r. (Inntegro.pl oraz Kumulator.pl)
Czy teraz można liczyć na to, że będzie inaczej? Kluczową różnicą jest to, że gdy poprzednio serwisy starały się sprzedawać produkty, Gruper czy CityDeal stawiają na usługi.
Ich właściciele przekonują też, że zmieniły się czasy - popularność
Facebook, Twitter i innych serwisów społecznościowych sprawia, że informacje o okazjach roznoszą się między znajomymi lotem błyskawicy. I mniej trzeba inwestować w reklamę.
W USA zakupy grupowe usług robią właśnie furorę - liderem jest Groupon.com, serwis, z którego pomysł skopiowali twórcy polskiego Grupera. W tym tygodniu 135 mln dol. zainwestowały weń dwa fundusze: rosyjski Digital Sky Technologies (właściciel m.in. Naszej-klasy) i Battery Ventures.
Groupon wycenia się dziś na 1,2-1,3 mld dol.!
A spółka ma imponujące statystyki - za jej pośrednictwem wykupiono ponad cztery miliony kuponów, a użytkownicy oszczędzili w sumie ponad 150 mln dol. Spółka jest rentowna, zatrudnia 270 pracowników. Do końca br. chce działać w stu miastach, planuje też wejście m.in. na rynek brytyjski.
Czy ten model przyjmie się w Polsce? Rabaty oferowane przez serwisy wyglądają na pierwszy rzut oka zachęcająco - 50-proc. zniżka na zestaw lunchowy w Cafe 500 (zamiast 38 zł, płacisz 19 zł). Lub 40 zł za bon o wartości 80 zł na sushi w restauracji Ryżowe Pole.
I widać też spore zainteresowanie - na sushi jest prawie 300 chętnych, do kawiarni - kupiono 85 kuponów. Krakowski FastDeal na lasagne znalazł na razie 55 chętnych.
Na początek - obiecująco. Ale czy wystarczy, by utrzymać internautów na dłużej? Właścicielom restauracji mogą się rabaty opłacić, jeśli przynajmniej częściowo polskie klony Groupon.com przysporzą im nowej, lojalnej klienteli, a nie tylko zwabią jednorazowym rabatem. Na dłuższą metę częste akcje promocyjne mogą, choć nie muszą, okazać się finansowym nieporozumieniem.
Gruper, Citydeal czy Fastdeal, muszą sobie poradzić sobie z innym problemem, z którym nie poradziły sobie serwisy sprzedające produkty.
Jeśli szukasz bowiem komputera, to raczej nastawiasz się nie tylko na markę, a konkretny model. Jeśli w promocji znajdzie się model o innych parametrach, to zniżka nawet o 50 proc. niekoniecznie będzie interesująca.
Z usługami konsumpcyjnymi - z racji tego, że wydajemy na nie mniej, za to znacznie częściej, tego kłopotu tylko pozornie nie ma. Bo jeśli zniżka będzie tylko na nigiri, a zwykle kupujesz pełną paletę sushi, to nic po takim rabacie. I dlatego serwisy muszą umiejętnie dobierać oferty. Bon o danej wartości jest taką próbą, choć gdy porównamy ceny sushi we wspomnianym lokalu w centrum, a np. na warszawskim Ursynowie, okaże się, że oszczędność nie jest aż taka wielka.
Klucz tkwi w umiejętnej promocji i w ofertach, z których rzeczywiście spora grupa internautów będzie chciała skorzystać.
O grupowych zakupach w sieci czytaj więcej
na blogu Tomka Grynkiewicza .