Przez ostatnie tygodnie rząd Grecji zapewniał, że skorzysta z uzgodnionego na szczycie UE koła ratunkowego tylko wówczas, gdy będzie do tego naprawdę zmuszony.
I ta chwila najprawdopodobniej nadeszła. W czwartek okazało się, że grecki
deficyt budżetowy jest jeszcze głębszy niż dotąd sądzono: według Eurostatu osiągnął aż 13,6 proc. (dotychczas była mowa o 12,9 proc.).
Reakcja rynków na powiększającą się dziurę była natychmiastowa: oczekiwane oprocentowanie 10-letnich greckich obligacji rządowych poszybowało do rekordowego poziomu 8,7 proc.
Przy takiej stopie oprocentowania, pożyczanie pieniędzy na rynku staje się dla Grecji definitywnie za drogie - i stąd oczekiwana decyzja o zwróceniu się o pomoc do pozostałych krajów
strefy euro i do
MFW.
Państwa strefy euro uzgodniły, że będą gotowe pożyczyć Grekom do 30 mld euro na ok. 5 proc. rocznie, w drodze dwustronnych pożyczek. MFW ma zaoferować Grekom do 15 mld euro.
