- Odziedziczyliśmy tonącą łódź, kraj bez wiarygodności, kraj, który stracił szacunek przyjaciół i partnerów, gospodarkę wystawioną na litość i apetyt spekulantów - mówił w piątek w dramatycznym przemówieniu telewizyjnym grecki premier Jeorios Papandreu. - Jest naszą narodową powinnością i priorytetem, by oficjalnie poprosić naszych partnerów o uruchomienie mechanizmu pomocy, który stworzyliśmy - dodał.
Dwa tygodnie temu ministrowie finansów krajów strefy euro zgodzili się na pożyczenie Grecji 30 mld euro w postaci trzyletnich pożyczek oprocentowanych na 5 proc. Dodatkowe 10-15 mld euro zgodził się dorzucić Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Już w sobotę grecki minister finansów ma się spotkać z szefem MFW Dominique Strauss-Kahnem. Jak powiedział, liczy, że pożyczkę da się uruchomić przed 19 maja.
Według Eurostatu grecki dług publiczny sięgnął w zeszłym roku 273 mld euro i przekroczył 115 proc. PKB. To poziom niemal dwukrotnie wyższy niż 60 proc. PKB dopuszczane przez unijne reguły. Rząd w Atenach robił, co mógł, by przekonać inwestorów oraz partnerów unijnych, że sam poradzi sobie z problemami. Przeprowadził drastyczne reformy, m.in. cięcia w budżecie i podwyżki podatków, by ograniczyć zadłużanie. Planuje w tym roku obniżyć deficyt sektora finansów publicznych do 8,7 proc. PKB. Na niewiele to się zdało.
- Pożyczka wydawała się tylko kwestią czasu - mówi Ben May, ekonomista Capital Economics.
W czwartek przepełniła się miarka. Eurostat skorygował szacunki greckiego deficytu za 2009 r. z 12,9 proc. PKB do 13,6 proc. PKB. Reakcja inwestorów była natychmiastowa. W czwartek oprocentowanie greckich dziesięcioletnich obligacji zbliżyło się do rekordowego poziomu 9 proc. To blisko 6 pkt proc. więcej niż podobnych obligacji niemieckich uważanych za bardzo bezpieczne.
Jakby tego było mało, w czwartek po południu agencja Moody's obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Grecji. Niedawno zrobiła to też agencja Fitch, przez co status greckich papierów jest już niemal "śmieciowy". Podobną ocenę - BBB minus - mają np.
Maroko czy
Indie. Dużo lepszą - A minus - ma
Polska.
Dla Grecji udzielenie pożyczki od krajów strefy euro i MFW nie oznacza bynajmniej laby. Jasno dają to do zrozumienia europejscy politycy. Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała w piątek, że pomoc dla Aten będzie powiązana z "surowymi warunkami", m.in. z wiarygodnym planem oszczędnościowym. -
Grecja musi odegrać swoją rolę w skierowaniu greckich finansów na właściwą ścieżkę - powiedziała Merkel.
Dobrze wiedzą o tym sami Grecy, którzy przeprowadzili już niezliczoną ilość demonstracji przeciwko dotychczasowym obniżkom pensji i podwyżkom podatków. - Już wezwaliśmy do strajku w maju i będzie więcej strajków, jeśli będzie to konieczne - powiedział Reutersowi Stathis Anestis, rzecznik związku zawodowego GSEE.
Także polski rząd uważnie przygląda się kryzysowi finansowemu w Grecji. - To jest wielki test dla Unii. Dla Polski istotne jest to, żeby on nie osłabił wspólnej waluty - mówi "Gazecie" wiceminister spraw zagranicznych Mikołaj Dowgielewicz odpowiedzialny za sprawy europejskie. - Niestety, dziś nie wiemy, czy i jak sytuacja Grecji wpłynie na dalsze rozszerzanie strefy euro. Pierwszym testem będzie
Estonia, która do euro chce wejść 1 stycznia 2011 r. - mówi Dowgielewicz.
Paradoksalnie jednak, greckie kłopoty mogą wpłynąć na wzmocnienie pozycji Polski w unijnych instytucjach.
Jak nieoficjalnie dowiedziała się "Gazeta", przewodniczący Rady Unii Europejskiej Herman Van Rompuy poprosił premiera Donalda Tuska, by już do 30 kwietnia wyznaczył przedstawiciela Polski do specjalnej unijnej "rady kryzysowej".
Ta zwołana ad hoc rada ma w pilnym trybie przygotować nowe reguły dyscypliny budżetowej w UE, ma też opracować projekt Europejskiego Funduszu Walutowego. Nowe reguły i EFW mają w przyszłości zapobiec podobnym kłopotom. Wielu europejskich polityków i ekonomistów obawia się, że greckie problemy, bez szybkich działań prewencyjnych, mogą się rozlać na inne kraje strefy euro.
Gwałtowność wydarzeń spowodowała, że Van Rompuy chce przyspieszyć prace. Pierwsze posiedzenie rady ma się odbyć 21 maja. Przedstawiciel Polski - być może będzie to sam minister finansów Jacek Rostowski - reprezentowałby na tym forum nie tylko Polskę, ale także cały nasz region.