Szczyt bezrobocia już za nami. Marzec był pierwszym miesiącem, kiedy z rejestrów bezrobotnych ubywało ludzi. Stopa bezrobocia obniżyła się z 13 do 12,9 proc. Zaczęły się prace sezonowe, aura przestała utrudniać prace budowlane. Według minister pracy Jolanty Fedak w kwietniu będziemy mieć jeszcze głębszy spadek bezrobocia - nawet do 12,4 proc.
- Polacy coraz mniej boją się utraty pracy. W danych z rynku pracy widzimy, że poziom zatrudnienia przestaje spadać - mówi Wojciech Matysiak, ekonomista Pekao SA.
Potwierdzają to ankiety wśród przedsiębiorców, te prowadzone przez GUS i przez NBP - coraz mniej firm myśli o zwolnieniach, zaczynają się przymierzać do przyjmowania nowych pracowników.
Ludzie myślą więc o przyszłości z większym optymizmem. Opublikowane w piątek wyniki koniunktury konsumenckiej pokazują, że nastroje w I kwartale były najlepsze od końcówki 2008 roku. I o ile nie do końca wierzymy w sukces gospodarczy kraju, o tyle w poprawę własnej sytuacji - znacznie bardziej. Przybywa też osób, które uznają, że nadszedł dobry czas na dokonywanie poważnych zakupów.
I widać to w marcowych wynikach sprzedaży detalicznej. Ekonomiści z niepokojem czekali na te dane, bo na początku roku powstrzymywaliśmy się od wydawania pieniędzy. W lutym sprzedaż zwiększyła się jedynie o 0,1 proc., a po uwzględnieniu wzrostu cen okazało się, że realnie kupowaliśmy sporo mniej niż przed rokiem.
Tymczasem wyniki za marzec zaszokowały nawet największych optymistów - sprzedaż wzrosła o 8,7 proc. w ujęciu rocznym, a w stosunku do lutego o ponad jedną piątą. - Takie przyspieszenie z miesiąca na miesiąc bywa tylko z okazji Bożego Narodzenia - dziwi się Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Analitycy spodziewali się, że w marcu nastąpiła lekka poprawa - uważali, że kupiliśmy towary warte około 4,5 proc. więcej niż rok temu. Po pierwsze dlatego, że w tym roku Wielkanoc przypadała wcześniej niż w 2009 r., w pierwszych dniach kwietnia. A to oznacza, że robiliśmy świąteczne zakupy już pod koniec marca. Po drugie, wraz z nadejściem wiosny wielu z nas popędziło do sklepów po nowe ubrania i buty. - Ale te czynniki były uwzględniane w prognozach. Dwa razy większy wzrost sprzedaży jest zagadką - mówi Szczurek.
Podobną zagadką jest też gigantyczny wzrost sprzedaży mebli, sprzętu RTV i AGD - o ponad 17 proc., i to po siedmiu miesiącach spadków. Sprzedaż samochodów też do tej pory spadała, a w kwietniu urosła o 3,8 proc. Sprzedaż w super - i hipermarketach zwiększyła się o 18,6 proc., w aptekach i drogeriach - o ponad 22 proc., a w spożywczych - o ponad 7 proc. (po dwóch miesiącach spadku).
Wojciech Matysiak uważa, że pewnym wyjaśnieniem takiego wzrostu jest to, że wydajemy część wcześniej zgromadzonych oszczędności. Do tego
inflacja spada, zwłaszcza jeśli chodzi o żywność czy utrzymanie
mieszkania. - Realizujemy odkładane wcześniej zakupy, m.in. dóbr trwałych, takich jak meble, elektronika czy
samochody - wyjaśnia.
W marcu nie tylko sprzedaż rosła szybciej od oczekiwań, także płace i
produkcja przemysłowa. Co to oznacza dla naszego
PKB? - Tempo wzrostu w I kw. nie odbiegało istotnie od tego w IV kw. 2009 roku - oceniła w piątek wiceprezes GUS Halina Dmochowska. Wówczas wyniósł 3,3 proc.
A potem? - Można być nieco większym optymistą. Jednak dane o sprzedaży w kwietniu nie dadzą nam odpowiedzi, czy rzeczywiście chcemy więcej wydawać. Trzy weekendy były praktycznie bez zakupów: w Wielkanoc i podczas żałoby. Spodziewam się znów kiepskich danych - kwituje Mateusz Szczurek.