Masz pytanie dotyczące kont osobistych i rozwiązań oszczędnościowych?
Zapytaj eksperta Od kiedy zostałem ojcem, czyli od sześciu lat, zastanawiam się, co powinienem zrobić, żeby moje dziecko miało łatwiejszy start w dorosłe życie niż ja. Nie żebym narzekał - od rodziców dostałem dobrą edukację, umiejętność radzenia sobie w życiu oraz zdolność podejmowania ryzyka, które przeważnie się opłaca. Jednak nie ukrywam, że byłoby mi jeszcze łatwiej, gdybym swojego pierwszego mieszkania nie musiał kupować na kredyt (albo przynajmniej gdyby był to kredyt na tyle niewielki, bym mógł go spłacić w kilka lat).
Niestety, moi rodzice nie byli zamożni, a w dodatku żyli w czasach, kiedy oszczędzanie się po prostu nie opłacało. Pieniądze na lokatach zżarła hiperinflacja, zaś oszczędności na książeczkach mieszkaniowych PKO, choć rodzice wpłacali na nie całkiem spore (jak na nich możliwości) kwoty, wystarczyły na sfinansowanie zakupu... dwóch metrów kwadratowych mieszkania w Warszawie. Teraz jest łatwiej. Inflacja nie straszy, a możliwości oszczędzania pieniędzy jest znacznie więcej niż kiedyś. Tylko jak oszczędzać, żeby dziecko - dziś jeszcze berbeć - jak najwięcej na tym skorzystało?
Wielu z was męczy zapewne podobny dylemat. Początkowy kapitał przy wchodzeniu w dorosłość może mieć dla dziecka kolosalne znaczenie. Ilu z nas jest skazanych na słabszą, mniej ambitną i niżej opłacaną pracę tylko dlatego, że koszty przenosin do większego miasta byłyby zbyt wysokie?
Mało kogo stać, by uzbierać z myślą o dziecku oszczędności pozwalające mu żyć w ogóle bez bankowych kredytów. To luksus dostępny tylko dla krezusów. Ale każdy z nas może zgromadzić przynajmniej taki kapitał, który potem pomoże dziecku w opłaceniu renomowanej uczelni za granicą, szanowanego w każdej polskiej firmie kursu menedżerskiego bądź wkładu własnego do kredytu na własne M.
Trzeba tylko jak najwcześniej zacząć oszczędzanie. Powtarzam to do znudzenia: "ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka". Wystarczy odkładać przez 18 lat po 200 zł miesięcznie, by na koniec zgromadzić - razem z zyskami od tej inwestycji, po 7 proc. w skali roku bez podatku Belki - ponad 85 tys. zł. Te pieniądze będą za kilkanaście lat warte mniej niż dziś (nadgryzie je ząb inflacji), ale i tak powinny wystarczyć na dobry start dziecka w dorosłość.
Wady i zalety polisy posagowej Najbardziej upowszechnioną formą zabezpieczania finansowej przyszłości dziecka jest zakup polisy posagowej. Mogą ją kupić rodzice, chrzestni lub osoby bliskie rodzinie, np. dziadkowie. Co to takiego? Formalnie to zwykła polisa na życie, której głównym beneficjentem (tzw. uposażonym) jest dziecko.
Polisa taka przede wszystkim zabezpiecza finansowo dziecko w przypadku śmierci rodziców. Jeśli zdarzy się takie nieszczęście, firma ubezpieczeniowa wypłaci dziecku - po osiągnięciu pełnoletności - kwotę ustaloną w umowie (tzw. sumę ubezpieczeniową). Do tego czasu przejmie ponadto opłacanie składek i wypłaci opiekunowi dziecka regularną rentę (miesięcznie to około 2 proc. sumy ubezpieczeniowej).
A jeśli - daj Boże - nic złego się nie wydarzy? Pieniądze zainwestowane w polisę nie do końca się zmarnują. Bo taka polisa posagowa ma też drugi cel - pomaga odłożyć pieniądze, które pozwolą dziecku wejść w dorosłe życie, m.in. sfinansują studia, huczne wesele czy inne potrzeby.
Umowa jest taka: ubezpieczyciel wypłaci dorosłemu już dziecku sumę ubezpieczeniową lub narosłe z inwestowania części składek zyski. Należy pamiętać, że na inwestycje trafia tylko część jednorazowej lub wpłacanej regularnie składki. Wypłata po kilkunastu latach wcale nie musi więc być znacząco wyższa od wniesionych składek. Ale to cena gwarancji wysokiego odszkodowania, gdyby jednak stało się coś złego.
Polisa polisie nierówna. Czasem różnice są spore. Zdarza się, że polisa zawiera w cenie opcje, za które gdzie indziej trzeba dodatkowo zapłacić. Chodzi np. o możliwość wycofania się z umowy przed czasem lub przerwania płacenia regularnej składki czy zapewnienie dziecku dożywotniej renty, jeśli zdarzy mu się nieszczęśliwy wypadek.
Sam zrób sobie polisę Polisa posagowa to jednak niejedyny sposób na finansowe zabezpieczenie dziecka. Czasami tańszym sposobem okaże się "zrobienie" sobie takiej polisy samodzielnie. Składkę trzeba podzielić na dwie części. Za jedną, mniejszą część można u ubezpieczyciela kupić na rok lub kilka lat zwykłą polisę na życie. Ma ona na celu tylko ochronę finansową rodziny przed śmiercią jednego z jej członków. W przypadku nieszczęścia ubezpieczyciel wypłaci określone w umowie odszkodowanie. Można też dokupić rodzinną polisę, tzw. NNW - od następstw nieszczęśliwych wypadków powodujących uszczerbek na zdrowiu.
Drugą, większą część składki można ulokować samemu. Tu sposobów nie brakuje. Jednym z nich jest np. zakup obligacji skarbowych. Resort finansów oferuje w placówkach państwowego PKO BP m.in. obligacje trzyletnie z możliwością przedłużania inwestycji lub najdłuższą z obligacji - dziesięciolatkę.
Systematycznie oszczędzaj w funduszu Dobrym pomysłem może być też systematyczne wkładanie pieniędzy do funduszy inwestycyjnych i przekazanie tych pieniędzy dziecku, kiedy wkroczy w dorosłość. Czym fundusze różnią się od polis? W przypadku "posagówek" inwestowana jest tylko część pieniędzy, pozostałą część towarzystwo zabiera sobie na poczet ryzyka, że będzie musiało kiedyś wypłacić odszkodowanie. Z funduszu nigdy nie wyciągniesz więcej pieniędzy niż to, co zarobiłeś na inwestycjach, ale za to pomnażana jest cała kwota (a więc zyski rosną szybciej niż wartość polisy).
Fundusze inwestycyjne wbrew pozorom wcale nie są bardzo ryzykowną formą gromadzenia kapitału. Owszem, wkładając wszystkie pieniądze do funduszu akcji, można zarówno zarobić kilkadziesiąt procent rocznie, jak i stracić część pieniędzy, ale np. fundusze stabilnego wzrostu (inwestujące dwie trzecie pieniędzy w bezpieczne obligacje) lub zrównoważone (pół na pół w akcje i obligacje) to - zwłaszcza w kilkunastoletniej perspektywie - dobra oferta nawet dla osób nielubiących ryzyka. O fundusze pytaj w oddziałach banków, biurach maklerskich i u pośredników finansowych.
Inwestuj w planie, będzie taniej Prawie wszystkie towarzystwa funduszy przygotowały dla swoich klientów specjalne plany systematycznego oszczędzania. Uczestnictwo w planie zobowiązuje do systematycznego wpłacania ustalonych kwot (podobnie jak składki w przypadku polis). Pieniądze można wpłacać co miesiąc, co kwartał, a czasami wystarczy zasilić konto raz w roku, za to większą sumą. W zamian za systematyczne wpłaty towarzystwo obniża - lub nawet umarza - opłatę manipulacyjną pobieraną od zwykłych klientów (od 2 do 5 proc. wartości każdej wpłaty). Każdy plan jest inny. Jeden ma duże zniżki na początku, inny premiuje klientów dopiero po kilku latach systematycznego oszczędzania.
Oszczędzanie z planem ma sens nie tylko ze względu na zniżki w opłatach. Jest też bardziej bezpieczne niż okazjonalne wkładanie większych kwot do funduszu. Ma to znaczenie zwłaszcza w przypadku najbardziej podatnych na krótkoterminowe wahania funduszy zrównoważonych i akcyjnych. Wpłacając systematycznie stałe kwoty, ponosi się mniejsze ryzyko, niż stawiając wszystko na jedną kartę. Jeśli na przykład ceny akcji i notowania funduszu spadają, to wpłacana kwota pozwala na kupienie większej liczby jednostek uczestnictwa.
Jest też inna zaleta - plan nie jest tak kłopotliwy jak np. polisa. Konsekwencje wynikające z zerwania umowy o systematycznym oszczędzaniu nie są bowiem dotkliwe. Jeśli przed upływem zadeklarowanego okresu klient funduszu inwestycyjnego zrezygnuje z uczestnictwa w planie, fundusz zazwyczaj pobierze co najwyżej opłatę wyrównawczą, traktując go jak normalnego klienta. Nie ma mowy o karach finansowych lub utracie części składek, jak to bywa w przypadku rezygnacji z długoterminowych polis w firmach ubezpieczeniowych.