Biznes Ludzie Pieniądze

Prezydent Polski solidarnej. Gospodarczy bilans Lecha Kaczyńskiego

Konrad Niklewicz
26.04.2010 , aktualizacja: 25.04.2010 15:47
A A A Drukuj
Konstytucja nie dała Lechowi Kaczyńskiemu dużego wpływu na gospodarkę. Nie wahał się jednak o ten wpływ walczyć, wetując ustawy lub odsyłając je do Trybunału Konstytucyjnego. Wszystko w imię "Polski solidarnej", nawet jeśli oznaczało to paraliżowanie reform
Lech Kaczyński w Pucku podczas 90 rocznicy zaślubin Polski z morzem
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Lech Kaczyński w Pucku podczas 90 rocznicy zaślubin Polski z morzem
Za rządów PiS, LPR i Samoobrony prezydent Lech Kaczyński praktycznie nie podejmował decyzji dotyczących gospodarki, a jedynie podpisywał ustawy, które rządząca koalicja przepychała przez parlament.

Sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy w 2007 r. PiS przegrał przyspieszone wybory, a prezydent z dnia na dzień stał się głównym obrońcą gospodarczego programu tej partii. - Wtedy zajął wyraźne stanowisko: nie ukrywał, że jest przeciwnikiem linii liberalnej w gospodarce, rzecznikiem interesu środowisk pracowniczych. I że bardziej przekonuje go głos związków zawodowych niż pracodawców - przypomina prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers, były doradca ekonomiczny prezydenta Kwaśniewskiego.

Obrona koncepcji "Polski solidarnej" polegała głównie na paraliżowaniu działań rządu Platformy i PSL, do którego niechęci prezydent nie ukrywał. Prezydent miał też oczywiście inne koncepcje - próbował zbudować polityczną koalicję na rzecz bezpieczeństwa energetycznego. Zgłosił też kilka "gospodarczych" inicjatyw ustawodawczych. Przy czym większość z nich - np. projekt nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach, korektę do ustawy o PiT - już w czasie rządów PO-PSL.

Przez cztery i pół roku prezydentury Lech Kaczyński zawetował 18 ustaw. Dziesięć z nich miało bezpośredni bądź pośredni wpływ na gospodarkę. Tylko jedno weto - do ustawy o emeryturach pomostowych - udało się w Sejmie przełamać.

Weto za wetem

Worek z wetami rozwiązał się 1 maja 2008 r., gdy prezydent zablokował nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji. Dwa miesiące później, 24 lipca 2008 r., zawetował nowelizację ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji. Była ważna dla ministra skarbu, m.in. dlatego, że znosiła przepisy "antykominowe" ograniczające pensje menedżerów w spółkach skarbu państwa.

Zarządy tych spółek od dawna umiały te kominy omijać - rząd Donalda Tuska chciał więc zlikwidować fikcję prawną. Ale prezydent się nie zgodził: - Tak duże zróżnicowanie wynagrodzeń kadry kierowniczej i pracowników, będące skutkiem jednostronnych zmian prawnych, których adresatem jest wyłącznie kadra zarządzająca, może w konsekwencji doprowadzić do rażących dysproporcji - uzasadnił weto prezydent.

Listopad 2008 r. przyniósł rekordową liczbę wet. 24 listopada upadła ustawa o ochronie gruntów rolnych i leśnych, a trzy dni później - kluczowe dla rządu ustawy o reformie systemu służby zdrowia, w tym zwłaszcza ta, która miała obligatoryjnie przekształcić wszystkie samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej (ZOZ-y) w spółki prawa handlowego. - Analiza przepisów ustawy uzasadnia twierdzenie o zgodzie ustawodawcy na sprowadzenie niebezpieczeństwa całkowitego załamania się systemu opieki zdrowotnej - zarzucał Lech Kaczyński.

28 listopada prezydent zawetował nowelizację ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Przywracała ona wielkim sieciom handlowym możliwość oferowania "bonów towarowych" poniżej ich nominalnej wartości. - Uchylenie ograniczenia emitowania i realizacji bonów po cenie niższej niż wartość nominalna będzie odczuwalne zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, gdzie istnieje szczególne ryzyko powstania dominacji dużych sklepów - tłumaczył prezydent.

29 listopada Lech Kaczyński zawetował ustawę o rentach. Rząd przekonywał, że ta ustawa - wprowadzając nowe zasady wyliczania renty - zagwarantuje, że państwo nie będzie musiało zwiększać dotacji do funduszu rentowego. Chodzi o setki milionów złotych rocznie: w Polsce mamy 1,2-1,3 mln rencistów.

Dla prezydenta ważniejsza była jednak "Polska solidarna". - Wprowadzane regulacje mogą spowodować, że większość rencistów otrzyma renty na poziomie ustawowego minimum. Nie mogę wyrazić zgody na wprowadzanie oszczędności kosztem osób dotkniętych chorobą i otrzymujących bardzo niskie świadczenia. (...). Zaproponowany system jest niesprawiedliwy społecznie - napisał w uzasadnieniu.

15 grudnia 2008 r. zawetował ustawę o emeryturach pomostowych, choć przyznawał, że ma ona ograniczyć wydatki z kasy państwa (bo zmniejsza liczbę osób uprawnionych do emerytury pomostowej z 1 mln do 250 tys.). - Z punktu widzenia finansów publicznych jak największe ograniczenie zakresu osób uprawnionych do emerytury pomostowej przynosi najkorzystniejsze efekty. Dążenie do osiągnięcia tych celów nie powinno pomijać jednak realnej sytuacji osób wykonujących prace w szczególnych warunkach - podkreślał.

W przypadku "pomostówek" prezydent ostatecznie przegrał. Koalicja PO-PSL postawiła na swoim dzięki poparciu SLD. Weto prezydenckie zostało w Sejmie przełamane.

Podobna sztuka nie udała się ani w przypadku kolejnego weta do ustawy medialnej (17 lipca 2009 r.) ani weta do ustawy o funduszach dożywotnich emerytur kapitałowych. Efekt jest taki, że po 11 latach od rozpoczęcia reformy wciąż nie wiadomo, kto wypłaci emerytury z nowego systemu.

- Weta wobec ustaw kładą się cieniem na prezydenturze Lecha Kaczyńskiego. Także dlatego, że utrudniły reformowanie państwa i naprawę finansów publicznych - ocenia Krzysztof Rybiński, wykładowca SGH, były wiceprezes NBP. - Weta stworzyły atmosferę, która skłoniła rząd do zaprzestania reform, przedstawiania nowych ustaw. Choć dziś nie wiadomo, czy kolejne projekty ustaw prezydent też by zawetował.

Jak nie weto, to Trybunał

Kilkanaście ustaw prezydent Kaczyński zatrzymał, odsyłając je do Trybunału Konstytucyjnego. Kilka z nich dotyczyło gospodarki.

W lipcu 2008 r. prezydent wysłał do Trybunału nowelizację ustawy o opłatach abonamentowych. Tłumaczył, że przygotowana przez PO-PSL ustawa ograniczyłaby wpływy radia i telewizji publicznej o 150-250 mln zł, utrudniając im pełnienie "misji publicznej". Po półtora roku Trybunał z prezydentem zgodził się tylko w niewielkiej części - orzekł bowiem, że rozszerzenie kręgu osób, które są zwolnione z opłat abonamentowych (czego chciał rząd) jest zgodne z konstytucją. TK wytknął ustawie rządowej naruszenie procedur tworzenia prawa, ale podstawowe zapisy ustawy weszły w życie.

23 września 2008 r. prezydent odesłał do TK ważną dla rynków kapitałowych nowelizację ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Dlaczego? Bo nie chciał się zgodzić na zapisane w niej odebranie Narodowemu Bankowi Polskiemu kontroli nad Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych (instytucją odpowiedzialną m.in. za rejestrację i przechowywanie papierów wartościowych pochodzących z emisji publicznych). Resort skarbu uważał, że KDPW może być w rękach prywatnych.

Już wcześniej, w lecie 2008 r., wielu ekspertów przyznawało prezydentowi rację. Ich zdaniem rząd popełnił poważny błąd, łącząc sprawę nowelizacji przepisów o obrocie instrumentami finansowymi ze sprawą Depozytu. I tę opinię potwierdził Trybunał, stwierdzając (w sentencji z lipca 2009 r.), że parlament nie może nakazać NBP sprzedaży udziałów w Depozycie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    309 głosów