Według
danych publikowanych przez firmę Gemius Microsoft od 2007 roku konsekwentnie traci udziały na polskim rynku. Internet Explorer był w Polsce bezdyskusyjnie najpopularniejszą przeglądarką aż do stycznia ubiegłego roku, kiedy musiał ustąpić miejsca przeglądarce Firefox. W grudniu 2009 Komisja Europejska rzuciła gigantowi z Redmond kolejne kłody pod nogi. Komisja uznała, że Microsoft musi przedstawiać użytkownikom
Windows okno wyboru, za pomocą którego użytkownicy mogą wybrać przeglądarkę, z której chcą korzystać (wcześniej IE był instalowany domyślnie wraz z systemem operacyjnym). Okno wyboru zaczęło się pojawiać na ekranach internautów na początku marca. Jaki był tego efekt?
Jak wynika z danych Gemius, udział Microsoftu w polskim rynku spadł z ok. 30 proc. na początku marca do 28,8 proc. w kwietniu. Alternatywne przeglądarki zaś tylko na tym skorzystały. Od uruchomienia ekranu wyboru Opera zanotowała trzykrotny wzrost liczby pobrań.
Dlatego Microsoft rozpoczął kampanię reklamową, aby walczyć o użytkowników. Od 1 kwietnia reklamy Internet Explorera pojawiły się na billboardach, od 20 kwietnia w telewizji, a następnie w
radiu i w kinach. Firma nie podaje, ile kampania dokładnie kosztowała, ale Piotr Pągowski, dyrektor działu Consumer & Online w polskim oddziale Microsoft, zdradza, że jest to kilka milionów złotych.
Dlaczego firma wydaje pieniądze na reklamę czegoś, co jest darmowe? Rzecznicy prasowi Microsoftu mówią o tym bardzo niechętnie. Wiadomo jednak, że obecność w internecie to
gra warta świeczki. Opera np. dzięki marce, jaką wyrobiła sobie w sieci, jest też chętnie ściągana na telefony. W tej chwili jest już ponad 50 mln mobilnych użytkowników na całym świecie korzystających z tej przeglądarki. Opera zaś zarabia na umowach podpisanych z operatorami, którzy dzielą się zyskami z ruchu w internecie mobilnym. Firefox natomiast zarabia głównie dzięki umowie z firmą
Google (która płaci za umieszczenie okna swojej wyszukiwarki w Firefoxie) i dzięki datkom na fundację Mozilla.