- Czy propozycja Waldemara Pawlaka obniżenia składki emerytalnej do 120 zł miesięcznie i wypłata jednolitych, choć niskich emerytur jest realna? Aleksandra Wiktorow: Jest szalona i nie wiem, po co wicepremier ją zgłasza. Mówienie o tym, że składka 120 zł miesięcznie zapewni emeryturę 1,2 tys. zł to oczywista demagogia. Proste obliczenia pokazują, że po przepracowaniu 40 lat można byłoby wypracować emeryturę 400 zł miesięcznie. A skąd reszta? Musiałaby pochodzić z dotacji, co oczywiście rozwaliłoby
budżet państwa. Co z ludźmi, którzy nie przepracują 40 lat, co z tymi, którzy dziś mają emerytury niższe niż 1,2 tys. zł? To w KRUS państwowe dotacje wynoszą 95 proc. świadczeń. Ale system ZUS-owski obejmuje kilka razy więcej osób niż KRUS i tak wysokie dotacje do wszystkich emerytur są niemożliwe.
- Ale przed kilkunastu laty, gdy obecny system emerytalny był opracowywany, pani opowiadała się za rozwiązaniem trochę podobnym do tego, co proponuje Pawlak: niskie obowiązkowe składki do I filaru emerytalnego i dobrowolny II filar. A.W.: Opowiadałam się za tym, by II filar nie był obowiązkowy, ale by system motywacji był tak skonstruowany, by każdy widział, że opłaca mu się wpłacać do niego składki z myślą o przyszłej emeryturze. Tyle że od tego czasu minęło kilkanaście lat i dziś nie możemy reformy emerytalnej cofnąć, bo rozmontowanie tego systemu byłoby bardzo kosztowne i wprowadziło zamieszanie.
- Może chodzi mu o to, że niektóre emerytury będą bardzo niskie i za kilka lat może być z tego polityczna awantura? A.W.: Ale to nie jest żadna tajemnica ani żadna nowa informacja, że niektóre emerytury - na przykład kobiet mających krótki staż
pracy - będą niskie. Autorzy reformy od początku o tym mówili, a propozycja Pawlaka ma się nijak do tego problemu.
Rozmawiał Witold Gadomski