Prace nad projektem nowelizacji trwały w resorcie gospodarki od 2008 r. Ustawa ma usprawnić kontakty obywateli i firm z raczkującą polską e-administracją.
Obecnie w prawie funkcjonują dwa rodzaje podpisów elektronicznych - zwykły i bezpieczny. Ten pierwszy służy tylko potwierdzeniu tożsamości i nie wymaga uzyskania specjalnego certyfikatu. Podpis bezpieczny wymaga natomiast uzyskania certyfikatu, posiadania specjalnego urządzenia do jego składania i jest równoznaczny z podpisem odręcznym. Jest też bardzo kosztowny.
Przyjęty we wtorek przez rząd projekt ustawy zmienia nazwę bezpiecznego e-podpisu na kwalifikowany. Ma on służyć wyłącznie do podpisywania najważniejszych dokumentów, w tym oświadczeń wiedzy (np. deklaracje podatkowe podpisywane przez pełnomocnika) oraz woli (np. testamentu).
Zgodnie z ustawą pojawi się podpis zaawansowany, którym posługiwać będzie się mógł każdy z nas, np. w kontaktach z urzędami. Nowe przepisy wprowadzają także tzw. pieczęć elektroniczną. Ma ona służyć uwierzytelnianiu dokumentów przez instytucje.
To niejedyna nowelizacja ustawy o e-podpisach. W komisji "Przyjazne państwo" trwają prace nad ustawą, która miała załatwić najpilniejsze sprawy. Projekt również wprowadza pojęcie pieczęci elektronicznej.
- Projekt rozpatrywany w komisji Palikota reguluje kwestie e-podpisu w kodeksie cywilnym - tłumaczy Wiesław Paluszyński, ekspert Polskiego Towarzystwa Informatycznego. Przede wszystkim usprawnia elektroniczne podpisywanie wszystkich tych dokumentów, umów, które na co dzień zawierają między sobą obywatele: umowy sprzedaży samochodu, umowy najmu
mieszkania. Dziś takie dokumenty trzeba drukować i podpisywać ręcznie.
Nowelizacja ma już pozytywną opinię Biura Legislacyjnego Sejmu i mogłaby wejść w życie nawet przed projektem rządowym, bo w dwa-cztery miesiące.