Biznes Ludzie Pieniądze

Energetyka zastygła w oczekiwaniu na decyzję Brukseli

Rafał Zasuń
27.04.2010 , aktualizacja: 27.04.2010 20:33
A A A Drukuj
Czy ruszymy z budową nowych elektrowni? Między Brukselą a Warszawą trwa ostra rozgrywka o kształt dokumentu, który określi, jakie inwestycje załapią się na ulgowe uprawnienia do emisji CO2
- Uratowaliśmy polską energetykę przed katastrofą, a polskich odbiorców przed radykalną podwyżką cen prądu - triumfował w grudniu 2008 r. premier Donald Tusk. Chwalił się, że dzięki sukcesowi negocjacyjnemu rządu nasza energetyka zaoszczędzi ok. 60 mld zł.

Członkowie UE uzgodnili wówczas tzw. pakiet klimatyczny, który ma ograniczyć do 2020 r. emisję CO2 o 20 proc. Dla Polski, która 94 proc. energii elektrycznej czerpie z węgla, pakiet był groźny - po 2013 r. elektrownie miały kupować uprawnienia do emisji CO2 na aukcjach. Dziś dostają je za darmo, a kupować muszą tylko wtedy, gdy przydzielona pula się skończy. Według rządowych wyliczeń, jeśli aukcje weszłyby z dnia na dzień w 2013 r., ceny prądu skoczyłyby o 90 proc. Unia zgodziła się więc, aby wszystkie działające dziś w Polsce elektrownie dostawały do 2020 r. część uprawnień za darmo. Darmowe uprawnienia dostałyby też wszystkie nowe elektrownie, które powstaną w Polsce, pod warunkiem że "proces inwestycyjny" zaczął się od końca 2008 r.

A po kilku miesiącach okazało się, że politycy zafundowali sobie niezły pasztet - wyjaśnienie, co to jest "proces inwestycyjny", nie jest proste. W drugiej połowie roku Komisja Europejska ma wydać wytyczne w sprawie Dyrektywy. Ma się tam znaleźć także interpretacja słów "proces inwestycyjny". Wszystkie nasze firmy energetyczne wstrzymały inwestycje, czekając na rezultat negocjacji Brukseli z polskim Ministerstwem Gospodarki. Od tego, czy dostaną ulgowe CO2, zależy rentowność nowych elektrowni aż do 2020 r.

- Poprosiliśmy o bardzo dokładną ekspertyzę. Jasno z niej wynika, że w unijnych dyrektywach nie ma takiej definicji - mówi nasze źródło w rządzie. W takiej sytuacji powinno być stosowane prawo krajowe. A w polskim prawie w 2008 r. definicja "rozpoczęcia procesu inwestycyjnego" była tak rozciągliwa, że dało się pod nią podciągnąć praktycznie każde działanie. Więc między 22 a 31 grudnia firmy energetyczne dostawały białej gorączki. Do PSE Operatora - spółki, która zawiaduje sieciami energetycznymi w naszym kraju - wpłynęły wnioski o przyłączenie aż 22 tys. MW mocy. Miały nadzieję, że to wystarczy, aby udowodnić, że rozpoczęły inwestycje. A w grę wchodzi astronomiczna suma ok. 100 mld, które mogą zostać wydane na nowe siłownie do 2020 r.

Nowa komisarz ds. klimatu Dunka Connie Hedegaard nie chce się zgodzić na polską wersję interpretacji Dyrektywy. "Gazeta" dowiedziała się, że zaproponowała własne rozumienie pojęcia "proces inwestycyjny". Ma być zaczerpnięte z tzw. wytycznych M+24. Wydano je do dyrektywy o zasadach przyznawania Funduszu Spójności (np. na drogi). Tam także pojawia się pojęcie "rozpoczęcie prac". Ale dla polskich elektrowni oznaczałoby to, że liczy się wyłącznie "rozpoczęcie robót na miejscu". Tego nie ma praktycznie żadna firma.

Kiedy polscy urzędnicy usłyszeli to dwa tygodnie temu, zupełnie nie wiedzieli, jak zareagować. - Przecież jedno z drugim nie ma nic wspólnego. - Boimy się, że Komisja w ogóle chce storpedować powstawanie nowych elektrowni węglowych. A przecież nowe węglówki będą emitować mniej CO2 niż stare. Zamiast budować nowe, sprawniejsze, będziemy wydłużać żywot starych, bardziej emisyjnych - dziwi się urzędnik resortu gospodarki. Hedegaard już w czasie przesłuchania w Parlamencie Europejskim dawała do zrozumienia, że nie chce wysypu nowych elektrowni węglowych.

Może się jednak okazać, że Komisja wpadła we własne sidła. Otóż ustaliliśmy, że w proponowanej przez nią definicji jednym z warunków uznania inwestycji za rozpoczętą jest "rozpoczęcie procedury wywłaszczeniowej". Chodzi o wywłaszczanie właścicieli działek, na których powstają drogi czy lotniska. Ostatnim etapem procedury wywłaszczeniowej jest kupno działki. Tymczasem niemal wszystkie polskie firmy energetyczne mają już kupione działki pod elektrownie. Niektóre zrobiły to wiele lat temu. - Rzeczywiście punkt o działkach to jest nasza ogromna szansa - przyznaje urzędnik resortu gospodarki, którego poprosiliśmy o sprawdzenie możliwości takiej interpretacji. - Ciekawe, czy Bruksela się z tego nie wycofa, gdy się zorientuje.

Wytyczne o "procesie inwestycyjnym" mają być wydane w drugiej połowie roku. Strona polska chce, żeby Bruksela skończyła je jak najszybciej, tak aby odblokować budowę nowych elektrowni.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos