We wtorek Komisja Europejska przedstawiła projekt
budżetu UE na 2011 r. Zakłada on, że wydatki przekroczą 142 mld euro.
To będzie pierwszy
budżet roczny - podkreślał wczoraj komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski - konstruowany na podstawie przepisów traktatu lizbońskiego, a więc w szybszej, prostszej procedurze. I bardziej demokratycznej: - Rada UE i Parlament po raz pierwszy mają jednakowe uprawnienia przy przyjmowaniu budżetu - przypomniał Lewandowski.
Z polskiej perspektywy najważniejsze jest jednak co innego: przyszłoroczny budżet Unii będzie dla Polski wyjątkowo hojny. Z 42,5 mld euro zarezerwowanych na fundusze strukturalne i spójnościowe ponad 10 mld euro ma skonsumować
Polska. - Podawane przez Komisję kwoty zgadzają się z naszymi wyliczeniami - potwierdza Anna Konik-Żurawska, rzeczniczka Ministerstwa Rozwoju Regionalnego odpowiedzialnego za koordynację wykorzystania unijnych pieniędzy w Polsce. Jeśli pojawią się różnice, to tylko pozytywne - w ciągu roku może się okazać, że Polska wyda więcej.
Dla porównania - w 2010 r. Polska chce wydać i rozliczyć z Unią 27 mld zł (faktyczne wydatki w br. będą znacznie większe, ale nie wszystkie uda się rozliczyć).
MRR przewiduje, że 2011 r. będzie dopiero początkiem kumulacji wydatków z unijnej kasy. Dlaczego właśnie wtedy? Bo dopiero za rok, za dwa i za trzy lata będą finalizowane największe i najbardziej kosztowne projekty finansowane z budżetu unijnego. Czyli, przykładowo, zapisane na liście projektów kluczowych autostrady i drogi ekspresowe, linie kolejowe, duże oczyszczalnie ścieków itp.
Polacy będą korzystać zresztą nie tylko z "narodowej" części funduszy strukturalnych. Będą też znaczącym odbiorcą pieniędzy ze Wspólnej Polityki Rolnej (58 mld euro dla całej Unii).
Dodatkowo tysiące polskich studentów skorzysta z unijnego programu wymiany naukowej Erasmus. W 2011 r. sfinansuje on aż 200 tys. grantów.