"Nie mamy z nimi żadnej umowy. Nawet z nimi nie rozmawialiśmy. Ponieważ to poważne oszustwo, a nie chcemy, by nasi użytkownicy np. kupowali akcje tej spółki, chcieliśmy tylko podkreślić, że to wszystko kłamstwa" - piszą założyciele legendarnego pirackiego serwisu Zatoka Piratów w
blogu.
To reakcja na komunikat spółki
Business Marketing Services , zajmującej się m.in. produkcją i sprzedażą... ściennych kalendarzy.
Spółka twierdzi, że chce kupić za 10 mln dol. domenę ThepirateBay.org oraz znaki towarowe The Pirate Bay. Od innej spółki - szwedzkiej Global Gaming Factory X.
Transakcja jest jednak mocno podejrzana. Głównym udziałowcem obu spółek jest kontrowersyjny szwedzki biznesmen Hans Pandeya. Głośno wokół Pandei zrobiło się w czerwcu ub.r., gdy ogłosił, że za 7,7 mln dol. przejmie piracki serwis. Ale chwilę po transakcji wokół biznesmena zaczęły dziać się dziwne rzeczy.
Jak szwedzki biznesmen kręcił z Zatoką Piratów -
czytaj na blogu Tomasza Grynkiewicza Teraz w komunikacie czytamy, że Business Marketing Services, w które Pandeya zainwestował w zeszłym miesiącu 325 tys. dol., przejmie The Pirate Bay od Global Gaming Factory, gdy tylko spółka sama zakończy przejęcie pirackiego serwisu. Teoretycznie transakcja ma się zakończyć do 30 czerwca br.
Tylko że nadal nie jest jasne, czy GGF w ogóle kupiło The Pirate Bay. Za rozpowszechnianie fałszywych informacji nadzór szwedzkiej giełdy zawiesił notowania GGF. Także dlatego, że Pandeya nie udowodnił, że ma pieniądze na sfinalizowanie transakcji. Za nieopłacone podatki urząd skarbowy zajął
samochód,
jacht i motocykl biznesmena. Pandeya, który w międzyczasie przeniósł się do Bostonu, twierdzi, że sprawę praw do domeny rozstrzygnie sąd arbitrażowy w Szwecji. Wpisu w
blogu The Pirate Bay jednak nie komentuje.
Tomasz Grynkiewicz
Czytaj też:
Historia The Pirate Bay Rozmowa z założycielem
Zatoki Piratów