Fanfar i uroczystości nie będzie. Szósta rocznica wejścia do Unii Polski i dziewięciu innych krajów Europy Środkowej i Południowej) będzie obchodzona skromnie. Dopiero 8 maja - przy okazji Dnia Europy - ulicami Warszawy przejdzie tradycyjna Parada Schumana.
To nie znaczy, że nie ma czego świętować.
Podobnie jak w poprzednich latach Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowało raport, w którym opisało gospodarcze skutki członkostwa Polski w UE. Choć rządowa ocena skoncentrowała się na dwóch ostatnich latach - gdy na świecie szalał
kryzys gospodarczy - to i tak konkluzje raportu są doskonałe. Tak samo jak pięciu poprzednich.
Unia - przekonuje rząd - okazała się być najlepszą ochroną przed recesją. - Członkostwo w UE to kotwica dla polskiej gospodarki - mówi "Gazecie" Mikołaj Dowgielewicz, wiceminister spraw zagranicznych odpowiedzialny za politykę europejską.
Członkostwo w Unii pomogło Polsce na wiele sposobów. - Fundusze unijne. Już od ubiegłego roku
Polska jest największym w Europie odbiorcą funduszy strukturalnych i spójnościowych. Owszem, sami też płacimy składkę do wspólnego budżetu, ale bilans transferów jest jednoznaczny. W okresie 1 maja 2004 - 28 lutego 2010 r. Polska wpłaciła 16,7 mld euro, a dostała 38,1 mld euro. Na plusie jesteśmy więc 21,4 mld euro. I te pieniądze już w polskiej gospodarce pracują: zbudowano za nie setki kilometrów nowych dróg, mostów, instalacji wodociągowych, dotacje wypłacono tysiącom przedsiębiorców itp. Na tę kwotę składają się też dopłaty dla rolników.
- Do końca obecnego budżetu UE (2013 r.) w Polsce powstanie połowa potrzebnej infrastruktury transportowej - twierdzi Dowgielewicz. - Musimy teraz starać się, żeby w kolejnym budżecie, po 2013 r., za unijne pieniądze zbudować drugą połowę.
- Otwarcie rynków na polskie towary i usługi. Około 80 proc. całego polskiego eksportu przypada na państwa Unii, zwłaszcza na wielką czwórkę:
Niemcy (aż 26,1 proc.), Włochy (6,9 proc.), Francję (6,8 proc.) i Wielką Brytanię (6,4 proc.). To właśnie dopiero po wejściu do Unii udało się zlikwidować ujemne saldo obrotów handlowych, jakie Polska miała (przed 1 maja 2004 r.) z krajami zachodnioeuropejskimi. W 2009 r. nasze saldo handlu ze "starą" Unią było aż 11 mld euro na plusie - i to pomimo recesji na Zachodzie! Ze względu na konieczność zakupu surowców (np. gaz i ropa) oraz ze względu na masowy
import towarów z państw azjatyckich (zwłaszcza z Chin) łączne saldo polskiej wymiany handlowej pozostaje ujemne. Ale z każdym rokiem ten minus - dzięki obecności w UE - staje się mniejszy. W 2008 r. wynosił -17,78 mld euro. W zeszłym roku - już tylko - 3,4 mld euro. - Otwarcie rynków pracy. W latach 2004-09 do pracy w innych krajach UE wyjechało kilka milionów Polaków. Dziś okazuje się, że ich wyjazdy przyczyniły się nie tylko do obniżenia stopy bezrobocia w Polsce, ale także zasiliły polską gospodarkę w dodatkową gotówkę. Według szacunków NBP po 1 maja 2004 r. wielkość transferów prywatnych napływających do Polski podwoiła się. Do końca 2009 r. Polacy pracujący za granicą przesłali do kraju ponad 24,7 mld euro!
Kryzys gospodarczy - podkreśla rząd - nie osłabił procesu doganiania przez Polskę gospodarek "starej" Unii. A wręcz przyspieszył (bo Polska jako jedyna uniknęła recesji w 2009 r.). W okresie 2003-09
PKB na głowę przeciętnego Polaka wzrosło o 38 proc., z 10,1 do 14 tys. euro. Dla porównania, średni dochód narodowy per capita w "starej" Unii - w tym samym okresie - wzrósł tylko o 11 proc., z 23,6 do 26,2 tys. euro.