Jak ocenia pani sześć lat członkostwa Polski w UE? Danuta Hübner*: Cieszy to, że
Polska odgrywa aktywną rolę na europejskiej scenie i jest liczącym się graczem. Zgłasza inicjatywy, m.in. w sprawie wspólnej polityki energetycznej czy Partnerstwa Wschodniego, które umacniają pozycję Unii Europejskiej w globalnym świecie. Widać, że wzrosła w Polsce świadomość odpowiedzialności za przyszłość Europy. Korzyści z sześcioletniego członkostwa w UE są u nas widoczne we wszystkich dziedzinach życia, w sferze gospodarczej, politycznej, kulturalnej.
Podczas debat o przyszłej strategii gospodarczej UE często przeciwstawia się tradycyjną unijną politykę spójności, czyli m.in. budowę dróg czy mostów, inwestycjom w innowacyjność. Czy to groźne dla Polski? - To przedziwne nieporozumienie. Ani Europa, ani tym bardziej Polska nie mają takiego luksusu, aby najpierw skupiać się na inwestowaniu w infrastrukturę, a dopiero potem w gałęzie gospodarki oparte na wykorzystywaniu "siły umysłu". Musimy to robić jednocześnie. Świat przecież pędzi, a przemiany w gospodarkach azjatyckich mają tempo nieporównywalne do żadnej rewolucji przemysłowej w Europie i
USA. I już nie opierają swojej konkurencyjności wyłącznie na niskich kosztach siły roboczej, lecz inwestują w innowacje. Jeśli Europa, w tym Polska, chce się utrzymać w wyścigu, musi stawiać na rozwój naukowy, badania, innowacyjność.
Jeśli jednak nie nadrobimy braków infrastrukturalnych w Polsce, to będą nam przeszkadzać w rozwoju gospodarczym. - Oczywiście, nie można tego lekceważyć. Musimy jednak uniknąć błędu Hiszpanii, która wykorzystywała unijne fundusze strukturalne na budowę tradycyjnej infrastruktury, zaniedbując badania i rozwój. I potem okazało się, że ma kłopoty z konkurencyjnością swej gospodarki. Jej przeciwieństwem była
Irlandia, która z kolei przeznaczała unijną pomoc na rozwój nowoczesnej gospodarki, zaniedbując jej klasyczne podstawy. Teraz jedną z głównych barier rozwoju w niektórych regionach Irlandii jest brak dróg i kolei.
Musi być więc równowaga. Skupianie się w Polsce tylko na tradycyjnej odnodze polityki spójności groziłoby nam stworzeniem Europy dwóch gospodarczych prędkości. Kiedy reformowaliśmy unijną politykę spójności w 2006 r., przekonywałam państwa starej UE, że w nowych państwach członkowskich nie możemy w polityce regionalnej stawiać wyłącznie na drogi i koleje, lecz także na innowacyjność. Nadal bardzo źle wypadamy pod tym względem, więc objęcie nas unijnym obowiązkiem inwestowania w innowacyjność to dobry pomysł.
Pamiętajmy też, że w sprawie inwestycji infrastrukturalnych nie można wciąż oglądać się na
budżet unijny, bo on ich nie udźwignie. Podobnie jak tych wielomiliardowych wydatków nie udźwigną budżety krajowe. Dlatego trzeba rozwijać ich finansowanie z Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz innych międzynarodowych instytucji finansowych. I kłaść nacisk na partnerstwo publiczno-prywatne, które w Polce się nie rozwija z powodu niedobrego prawa i z braku odwagi.
Co powinno być teraz priorytetem dla Polski w zakresie tej drugiej, innowacyjnej, gałęzi polityki spójności? - Innowacyjność to nowe technologie, nowe usługi, nowy sposób organizacji
pracy, tworzenie klastrów gospodarczych. Polska weszła na tę ścieżkę, ale poruszamy się bardzo powoli. I Węgrzy, i Czesi, i Słoweńcy radzą sobie o wiele lepiej, zwłaszcza w wykorzystywaniu funduszów UE do tworzenia klastrów. Gdyby w Polsce udało się zaszczepić takie myślenie, byłaby to rewolucja zwłaszcza dla małych przedsiębiorstw, które bez takich sieci gospodarczych, samodzielnie nie mogą wpisać się w sieci globalnych powiązań.
Szkoda, że zatrzymaliśmy się w tej sprawie. Przecież podczas ostatnich 20 lat transformacji pokazaliśmy, że jesteśmy jako Polacy gotowi na zmiany i potrafimy budować niemal na niczym. Mamy dobrze wykształcone społeczeństwo, które odniosło ogromny sukces. Teraz trzeba to tylko pociągnąć, wrócić do myślenia przyszłościowego.
Popularny jest pogląd, że wyrównanie braków infrastrukturalnych plus dynamizm i gotowość Polaków do pracy wystarczą, aby dalej doganiać Zachód. - Błąd. Jesteśmy świadkami bardzo szybkich i głębokich przemian w światowej gospodarce. A polska gospodarka bez dodatkowych bodźców nie uruchomi innowacyjności. Wszędzie w Europie, a także w USA, gdzie tworzenie klastrów kończy się sukcesem, polityka państwa wspierająca wszystkie ścieżki prowadzące do innowacyjności jest konieczna.
Potrzebna są nam odwaga i niekonwencjonalne myślenie, którego obecnie brakuje w Polsce. Kiedy polskie muzeum dostaje milion euro, kupuje tysiąc olejnych obrazków, zamiast kupić za ten milion coś takiego, żeby ludzie z całego świata przyjeżdżali to oglądać. Niekonwencjonalność dobrze zrobiłaby nam nawet w przypadku inwestycji w infrastrukturę - kiedy zajmiemy się odnowieniem rzecznych szlaków komunikacyjnych? Wiele razy rozmawiałam o tym z władzami lokalnymi w Polsce środkowej.
W europarlamentarnym opracowaniu na temat kryzysu podkreśla pani potrzebę rozwoju regionów. - Byłam kilka lat temu, jako komisarz odpowiedzialny za politykę regionalną, w ośrodku badawczym zajmującym się pozyskiwaniem energii z morza (przypływy), który powstał w najbiedniejszej, najmniej atrakcyjnej części północnej Szkocji. Akurat w czasie mojej wizyty kończył się konkurs na zatrudnienie kolejnego pracownika badawczego. Sześciuset naukowców z całego świata startowało w tym konkursie, bo ośrodek błyskawicznie zdołał wypracować sobie tak dobrą markę. A zaczęło się od małej inwestycji Europejskiego Funduszu Regionalnego.
Europa jest zbyt małą gospodarką na tle świata, aby mogła pozwolić sobie jedynie na inwestowanie w kilkanaście wiodących ośrodków innowacyjności. Widziałam w Austrii, Niemczech, we Francji małe regionalne uczelnie pobudzające rozwój lokalny. Nawet jeśli nie ma tam surowców naturalnych, przemysłu, turystyki, to dzięki kapitałowi intelektualnemu i przedsiębiorczości lokalnych mieszkańców zaczynają się one szybko rozwijać. Niestety, takiej polityki brakuje w Polsce, choć aby nadrobić dystans do europejskiej czołówki, powinniśmy się rozwijać szybciej niż inni.
*Szefowa komisji rozwoju regionalnego w Parlamencie Europejskim. Komisarz UE do 2009 r.