Nie spłacane w terminie karty kredytowe to dziś jedno z największych utrapień banków. Mało która instytucja finansowa dzieli się z publicznością informacjami o odsetku nie spłacanych w terminie karcianych długów. Ale np.
bank BZ WBK ujawnił w swoim raporcie za 2009 r., że udział ten sięga 10,4 proc. wszystkich przyznanych limitów i w ciągu roku niemal się podwoił! Nie spłacanych w terminie kart BZ WBK ma więcej, niż zagrożonych kredytów gotówkowych (7 proc.)
Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że w ciągu całego zeszłego roku nasze zadłużenie związane z kartami kredytowymi zwiększyło się o jedną piątą, a jednocześnie odsetek kart spłacanych z opóźnieniem przekroczył 12 proc. Kłopoty ze spłatą choćby minimalnej części karcianych długów ma dwa razy więcej klientów niż rok wcześniej. Zalegamy ze spłatą karcianych długów o wartości 1,8 mld zł.
Z kolei z danych zebranych przez Gold Finance w największych bankach wynika, że w ostatnim kwartale zeszłego roku o ponad 10 proc. skurczyła się liczba wydanych klientom kart w Banku Pekao, BPH oraz Kredyt Banku. Mocno stopniały też statystyki kart kredytowych w AIG Banku (minus 8 proc.) oraz BNP Paribas Fortis (minus 6 proc.). Ubyło właścicieli kart kredytowych Millennium, Citi Handlowego, ING Śląskiego i Raiffeisen Banku. Na 19 banków, w których Gold Finance zbierał dane, plastików ubyło w dziesięciu! W sumie klienci musieli oddać ponad 200 tys. kart.
Polskie banki mogłyby już tonąć z powodu karcianych długów (tak, jak choćby banki w
USA), gdyby nie to, że nasze zadłużenie z ich tytułu jest relatywnie niewielkie. Z tytułu limitów w kartach jesteśmy winni bankom raptem 15 mld zł, podczas gdy z tytułu kredytów gotówkowych, ratalnych i samochodowych mamy do spłaty w sumie aż 109 mld zł, a z tytułu hipotecznych - ponad 215 mld zł.
Bankowcy przykręcają śrubę karcianym kredytobiorcom, ale już za kilka miesięcy mogą zostać zmuszone, by spojrzeć na karty ponownie życzliwszym okiem. Wszystko z powodu Rekomendacji T, uchwalonej w lutym przez Komisję Nadzoru Finansowego. Zakłada ona, że bank nie powinien udzielić klientowi kredytu, gdy miesięczne raty z tytułu wszystkich jego długów przekroczą 50-65 proc. miesięcznych dochodów (próg zależy od tego ile zarabia dana osoba).
Niektórzy eksperci uważają, że sposobem, który pozwoli bankom wyjść z impasu, mogą być... karty kredytowe. Zasady funkcjonowania karty kredytowej są specyficzne i
zdolność kredytowa potrzebna do przyznania limitu może być mniejsza, niż przy zwykłym kredycie gotówkowym. - Klienci dalej będą chcieli kupować na raty i aby im to umożliwić, banki będą oferowały karty kredytowe zamiast kredytów ratalnych. Klient dostarcza tylko raz zaświadczenie o zarobkach i po zbadaniu
zdolności kredytowej dostaje kartę kredytową z wysokim limitem - mówi Andrzej Saniewski, niezależny analityk w dziedzinie finansów osobistych. - mówi Saniewski.
Według Saniewskiego korzyści dla banku są oczywiste. - Bardzo mocno przywiązuje takiego klienta do siebie, co pozwala na sprzedaż kolejnych produktów. A przy odpowiednio wysokim limicie na karcie taki klient staje się też mniej atrakcyjny dla konkurencji. Nie dostanie kredytu w innym banku, bo nie będzie miał już zdolności kredytowej - mówi Saniewski.