Biznes Ludzie Pieniądze

Kwietniowa kampania Gazpromu. Miesiąc pełen sukcesów

Andrzej Kublik
03.05.2010 , aktualizacja: 03.05.2010 22:25
A A A Drukuj
Nigdy wcześniej Gazprom nie zapisał na swoim koncie tylu sukcesów, co przez ostatnie trzy tygodnia minionego miesiąca.
Uścisk ręki premierów Ukrainy Mykoły Azarowa (z lewej) i Rosji Władimira Putina po piątkowym spotkaniu w Soczi
Fot. RIA Novosti REUTERS
Uścisk ręki premierów Ukrainy Mykoły Azarowa (z lewej) i Rosji Władimira Putina po piątkowym spotkaniu w Soczi
Budowa gazociągów - Nord Stream przez Bałtyk oraz bliźniaczego South Stream przez Morze Czarne - to fundament strategii Gazpromu na najbliższe 50 lat, bo na tyle ocenia się żywotność podmorskich rur, które mają utrwalić dominację Gazpromu na terenach dawnego bloku wschodniego i ułatwić ekspansję na zachodnie rynki. Teraz Gazprom mógł świętować niekończące się pasmo sukcesów swojej strategii.

Zaczęło się 9 kwietnia od ceremonii w rosyjskim porcie Wyborg. Symbolicznie rozpoczęto tam budowę nitki Nord Stream, którą rosyjski gaz ma płynąć do Niemiec.

- A płynąc, ominie terytoria tranzytowe. I to jest największym sukcesem tej inwestycji - mówił prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, składając swój podpis na dwóch pierwszych rurach, ozdobionych flagami Rosji i Niemiec.

W obliczu faktów niemieccy ekolodzy z BUND i WWF Deutschland wycofali pozew przeciw zezwoleniu niemieckich władz na układanie rury. W zamian otrzymali zapewnienie, że Nord Stream dołoży 10 mln euro na działania proekologiczne. Dzięki tej ugodzie układanie gazociągu na niemieckich wodach terytorialnych zacznie się tak, jak planowano - w połowie maja.

W 2012 r., gdy już wszystko będzie gotowe, rura Nord Stream ma transportować przez Bałtyk do Niemiec 55 mld m sześc. gazu rocznie. To niemal jedna dziesiątą obecnego zużycia tego surowca w Unii Europejskiej. - My mamy gaz, a wy rynki zbytu - tak pięć lat temu prezes Gazpromu Aleksiej Miller zachęcał niemieckich przedsiębiorców. Inwestycja początkowo miała służyć głównie do zwiększenia dostaw rosyjskiego gazu do Wielkiej Brytanii. Ale plany zmieniono i gaz dostarczany przez Bałtyk do Niemiec popłynie dalej - do Danii, Francji, Holandii, Wielkiej Brytanii, ale też na wschód - do Czech i Polski.

Połowa gazu do Nord Stream ma pochodzić ze złóż na Morzu Barentsa, które Gazprom będzie eksploatować wraz z francuskim koncernem Total i norweskim Statoil. Przed tygodniem Dmitrij Miedwiediew uzgodnił podział granic na Morzu Barentsa, o które Rosja i Norwegia spierały się od 40 lat. Po podpisaniu umowy Rosja i Norwegia wspólnie ruszą na poszukiwanie nowych podmorskich złóż gazu.

Austriackie gadanie

Już podczas ceremonii rozpoczęcia budowy Nord Stream Gazprom zadbał o przyspieszenie prac nad czarnomorskim gazociągiem South Stream (którym od końca 2015 r. ma płynąć 63 mld m sześc. gazu rocznie do Europy Południowej i Środkowej). Publicznie oskarżył włoski koncern ENI o blokowanie prac. Szef ENI przyleciał do Moskwy, by wyprowadzić Rosjan z błędu. A jeśli pozostały jakieś wątpliwości, to przed tygodniem rozwiał je osobiście premier Rosji Władimir Putin podczas rozmów z premierem Włoch Silvio Berlusconim w prywatnej posiadłości tego ostatniego. W efekcie Putin zapewnił, że nie ma żadnych opóźnień z South Stream.

Nie blefował. Do Włoch przyleciał wprost z Wiednia, gdzie uczestniczył w podpisaniu umowy o współpracy Austrii i Rosji. - Zakończyliśmy tworzenie podstaw prawnych dla South Stream - komentował zadowolony. Ponieważ w Austrii ma się kończyć szlak rurociągu, porozumienie z Wiedniem liczył się podwójnie. Austriacki OMV to filar konsorcjum, które chce zbudować konkurującą z Gazpromem rurę Nabucco i sprowadzać nią przez Turcję do Europy Południowej gaz z państw nad Morzem Kaspijskim i na Środkowym Wschodzie. - To nie są konkurencyjne projekty - utrzymywał kanclerz Austrii Richard Faymann, ale liczby mu przeczą. South Stream i Nabucco mają powstać niemal równocześnie i dostarczać w sumie ponad 60 mld m sześc. gazu rocznie. Nie ma szans, by popyt na gaz w Europie Środkowej wzrósł tak bardzo. Dlatego od dawna eksperci oceniają, że rywalizację wygra ta rura, która powstanie wcześniej.

Zamieszanie w Azji i na Kaukazie

Dotąd głównym dostawcą gazu do Nabucco miał być Azerbejdżan. Ale w połowie kwietnia Baku zapowiedziało, że przesuwa z 2014 do 2017 r. wydobycie gazu ze złóż na Morzu Kaspijskim. Azerowie tłumaczą to opóźnieniem w zatwierdzeniu Nabucco. Ale jeszcze większym problemem jest sytuacja na Kaukazie.

Jesienią 2010 r. Turcja porozumiała się z Armenią, głównym sojusznikiem Rosji w tamtym rejonie. To natychmiast podniosło temperaturę w Azerbejdżanie, które od rozpadu ZSRR spiera się z Erewanem o Górny Karabach. Baku zażądało od Turcji - swojego głównego sojusznika - wyższej zapłaty za gaz. W dodatku Armenia zawiesiła ratyfikację umowy normalizacyjnej z Turcją.

W tym zamieszaniu coraz trudniej planować stabilne dostawy kaspijskiego gazu szlakami przez Kaukaz i Turcję do rury Nabucco. Wzrasta za to atrakcyjność konkurencyjnej oferty Gazpromu, bo South Stream omija Turcję i Kaukaz.

W przeddzień rozpoczęcia budowy Nord Stream prezydenci Rosji i USA podpisali w Pradze umowę o redukcji strategicznych arsenałów broni jądrowej. Zrządzeniem losu tego samego dnia doszło do przewrotu w Kirgizji i przejęcia władzy przez ekipę, którą natychmiast poparła Moskwa.

Na przewrót w Kirgizji jak na przestrogę powoływała się też część polityków w Ukrainie, tłumacząc nim uzgodnienia z Gazpromem.

Kijów między strumieniami

W ciągu kilkunastu dni między rozpoczęciem budowy Nord Stream a zakończeniem przygotowań do South Stream Rosja uzgodniła z Ukrainą lukratywną dla Gazpromu umowę "flota za gaz".

Chodzi o porozumienie, w którym Kijów zgodził się przedłużyć o co najmniej 25 lat wygasająca w 2017 r. umowę na dzierżawę rosyjskiej Flocie Czarnomorskiej baz wojennych na Krymie. W zamian Moskwa przez najbliższych dziesięć lat będzie sprzedawać gaz Ukrainie z rabatem 30 proc., nie doliczając do niego cła wywozowego.

Wiktor Janukowycz, który w lutym wygrał wybory prezydenckie na Ukrainie, już w kampanii wyborczej zapowiadał, że jego priorytetem będzie obniżka cen gazu sprowadzanego z Rosji. 10 kwietnia - nazajutrz po rozpoczęciu budowy Nord Stream - premier Ukrainy Mykoła Azarow poleciał do Moskwy z nowymi propozycjami Ukrainy w sprawie gazu. Premier Rosji Władimir Putin uznał, że "są interesujące". Trzy dni później na szczycie w Waszyngtonie propozycje te omawiali prezydenci Rosji i Ukrainy. I jednocześnie Miedwiediew i Janukowycz umówili się na kolejny szczyt w Charkowie. Tam właśnie 20 kwietnia podpisali umowę "flota za gaz". W zeszłym tygodniu parlamenty Rosji i Ukrainy ratyfikowały umowę. Ale kilka godzin wcześniej do Kijowa przyleciał Putin, wprost po zakończeniu w Wiedniu i Mediolanie przygotowań do South Stream. Być może już wtedy w głowie premiera Rosji dojrzewał pomysł, który ogłosił w ostatnim dniu kwietnia, wywołując wstrząs u każdego, kto sądził, że umową "flota za gaz" Rosja na długo ustaliła swoje gazowe stosunki z Ukrainą. - Proponuję połączyć Gazprom z ukraińskim Naftohazem - powiedział Putin. Gazprom dodał, że negocjacje zaczną się po 9 maja.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów