Kraje strefy euro po trzech miesiącach wahań, sporów o rolę Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w ratowaniu Grecji oraz o skalę cięć budżetowych żądanych od Aten uruchomiły przedwczoraj mechanizm unijnej pomocy, która zapewni Grekom do 110 mld euro kredytów w ciągu trzech lat. Kraje euro mają wyłożyć 80 mld euro (30 mld w 2010 r.) w formie dwustronnych pożyczek, a MFW - do 30 mld euro (15 mld w 2010 r.).
-
Grecja zyskała bezpieczeństwo na dwa i pół roku. Europejska solidarność nie oznacza jednak pobłażliwości. Grecja musi wziąć się ostro do pracy, by odzyskać wiarygodność - mówi francuska minister finansów Christine Lagarde.
W zamian za obietnicę kredytów rząd premiera Jeoriosa Papandreu zgodził się na oszczędności budżetowe warte 30 mld euro w ciągu trzech lat. O ile rząd nie ugnie się wobec strajków i demonstracji, Grecy m.in.: - zwiększą VAT z 21 do 23 proc., - podniosą o 10 proc. akcyzę od paliw, alkoholi i papierosów, - zaczną podwyższać minimalny wiek emerytalny z 53 do 60 lat - oraz odbiorą wielu pracownikom budżetówki 13. i 14. pensję.
Recesja z powodu tych cięć zwiększy się w tym roku do 4 proc. z planowanych 2 proc. PKB, ale trzyletni program uzdrawiania gospodarki ma doprowadzić do 1,1-proc. wzrostu w 2012 r. i zmniejszenia deficytu finansów publicznych z blisko 14 proc. w 2009 r. do poniżej 3 proc. w 2013 r.
- Wymagane przez traktat z Maastricht maksimum 3 proc. deficytu nie jest dla nas żadnym fetyszem. Jeśli Grecy przekroczą ten próg o nawet 2-3 punkty proc. w 2013 r.. lecz będą wdrażać reformy, to i tak będzie wspaniale - mówi eurokrata zaangażowany w negocjacje z Atenami.
Choć kilka największych krajów UE będzie musiało wyłożyć na kredyty dla Grecji grube miliardy (
Francja - 16,8 mld, Włochy - 14,7 mld,
Hiszpania - 9,8 mld), to wyłącznie w Niemczech pomoc dla Grecji wywołuje ogromny sprzeciw opinii publicznej oraz kontrowersje w koalicji rządzącej (
Niemcy jako największy płatnik UE pożyczą Atenom do 22,4 mld euro do 2012 r. w formie kredytów państwowego banku KfW gwarantowanych przez rząd). To właśnie przez te spory kanclerz Angela Merkel chciała podjąć decyzję o uruchomieniu pomocy dopiero po 9 maja, kiedy to jej koalicję czekają ważne wybory krajowe w Nadrenii Północnej-Westfalii. - Teraz Merkel obrywa zarówno od przeciwników pomocy, bo się na nią ostatecznie zgodziła, jak i od zwolenników pomocy, bo zrobiła to tak późno, że strefę euro zaczęła ogarniać panika - mówi politolog Thomas Kremer.
Berlin uległ pod potężnym naciskiem rynków finansowych, gdzie oprocentowanie greckich 10-letnich obligacji przebijało w ub. tygodniu 11 proc., a "wirus kryzysu" zaczął przenosić się na Portugalię i zaczął zagrażać nawet Hiszpanii. Unijne kredyty będą miały oprocentowanie tylko ok. 5 proc., co pomoże Grekom uniknąć spirali zadłużenia. Czy przekona to inwestorów? Londyńskie City nie pracowało wczoraj z powodu majowego bank holiday, więc dopiero dziś okaże się, czy strefa euro może odetchnąć z ulgą.
Przywódcy krajów euro oficjalnie zatwierdzą pomoc dla Grecji dopiero na piątkowym szczycie, który kanclerz Merkel chce wykorzystać do promowania "zaostrzonego rygoru" w strefie euro. Niemieckim wyborcom spodoba się zapewne zapowiedź odbierania krajom maruderom prawa głosu w eurogrupie (traktaty UE dają taką możliwość). Ministrowie finansów Francji oraz Holandii apelowali wczoraj o pogłębienie koordynacji gospodarczej w strefie euro, ale kłopot w tym, że poszczególne kraje różnie rozumieją ten postulat. - Francja chciałaby harmonizacji polityki fiskalnej, co dla Niemców jest chyba nie do przyjęcia - mówi Hans Martens z European Policy Centre.
