Gdy trzy lata temu Amerykanie po raz pierwszy zapukali do
Łodzi, miasto oszalało z radości. I spełniało wszystkie zachcianki Della. Błyskawicznie znalazło uzbrojony teren pod fabrykę, w 20 tygodni pociągnęło tam dwupasmową drogę, płacąc 54 mln zł z własnej kieszeni.
Dla Amerykanów najważniejszą zachętą do inwestowania w Polsce była jednak gwarancja pomocy publicznej. Za stworzenie i utrzymanie miejsc pracy rząd obiecał im ponad 200 mln zł (52,72 mln euro). Większość w gotówce, część w postaci ulg podatkowych.
Fabryka laptopów stanęła, a w ciągu dwóch lat Dell zatrudnił prawie 2 tys. pracowników. Wokół rozwinęła się sieć kontrahentów.
Pierwszy rok Della w Łodzi to sielanka. Przyjeżdża sam założyciel koncernu - uśmiechnięty Michael Dell. Zachwyca się miastem i solidnością łódzkich pracowników. Co prawda, w jednym z portali mówi: "Gdybym jeszcze raz zaczynał swój biznes, ulokowałbym go w Chinach", ale nikogo to jeszcze nie niepokoi.
Amerykanie odliczają laptopy schodzące z taśmy w Łodzi, chętnie policzyliby też miliony pomocy. Ale Komisja Europejska najpierw chce sprawdzić, czy wsparcie dla Della nie naruszy zasad konkurencyjności.
W Brukseli za Dellem lobbują m.in. europoseł Jacek Saryusz-Wolski i minister Cezary Grabarczyk, z unijną komisarz Neelie Kroes rozmawia o Dellu wicepremier Waldemar Pawlak.
W połowie 2008 r. "The Sunday Times" pisze o planach sprzedaży łódzkiej fabryki Della Tajwańczykom. Szefowie zakładu w Łodzi stanowczo zaprzeczają. Spekulacje ucinają władze miasta i
Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych.
W końcu sukces. - Projekt inwestycyjny przyczyni się do rozwoju regionu łódzkiego, a korzyści są większe niż potencjalny negatywny wpływ na konkurencję i handel - informuje Marta Angrocka-Krawczyk z polskiego przedstawicielstwa KE. Dell może wziąć pieniądze. Jest wrzesień 2009 r.
Niespełna trzy miesiące później Dell potwierdza: sprzedajemy fabrykę Tajwańczykom z Foxconnu. Władze Łodzi w pośpiechu sprawdzają, co to ten Foxconn. Uspokajają: to bardzo ważna spółka. Ma fabryki na całym świecie, zatrudnia 550 tys. osób. Robi
iPhone'a dla
Apple, części dla Nokii i Motoroli, konsole do gier dla
Sony i Nintendo. A w Łodzi nadal będzie montować laptopy dla Della.
Dla Łodzi to już koniec przygody z Dellem. Dla Polski nie, bo - już po ogłoszeniu decyzji o sprzedaży - do Ministerstwa Gospodarki przychodzą prawnicy Della. I proszą o... resztę pieniędzy z rządowej pomocy. Mówią: Dell "wykreował" miejsca pracy w regionie. Praca jest, wsparcie się należy!
W ministerstwie trwają narady: trzeba wypłacić czy nie?
Problem interesuje też m.in. łódzkiego lewicy posła Sylwestra Pawłowskiego. "W momencie podpisywania umowy o udzielenie pomocy publicznej (...) intencją stron było wsparcie długofalowej realizacji projektu. Podpisana w 2007 r. umowa nie przewiduje rozwiązań szczegółowych mających zastosowanie w przypadku sprzedaży zakładu innemu podmiotowi" - odpowiada mu Rafał Baniak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki.
Ministerstwo w końcu odpowiada "Gazecie": Dell pomoc dostanie. Amerykanie są zobowiązani do utrzymania inwestycji i miejsc pracy w regionie przez pięć lat. Ale skoro etaty są nadal dzięki montażowi laptopów z logo Dell, wsparcie się należy.
- Mimo sprzedaży fabryki?
- Zakup udziałów Della przez Foxconn nie zmienia, z punktu widzenia przepisów prawa handlowego, statusu podmiotu. Zatem beneficjentem pomocy jest ta sama spółka, czyli Dell - informuje departament instrumentów wsparcia Ministerstwa Gospodarki.
- Do dziś przekazano spółce 82,2 mln zł - mówi Magdalena Gawlas z biura prasowego resortu. Reszta będzie wypłacona do 2012 r.
Dell sprawy nie komentuje. - Dla nas teraz najważniejsze jest przekazanie zakładu Foxconnowi - mówi Rafał Branowski, rzecznik Della w Polsce.
Proces ten zakończy się za kilka tygodni. Wtedy Dell ostatecznie pożegna się z Łodzią.
