W ubiegły wtorek unijny komisarz ds. budżetowych Janusz Lewandowski przedstawił projekt
budżetu Unii Europejskiej na przyszły rok. Ma on wynieść po stronie zobowiązań 142,6 mld euro. W ramach tego budżetu - informował Lewandowski -
Polska będzie miała zarezerwowane 10,2 mld euro (czyli 40,08 mld zł, licząc po dzisiejszym kursie). Podana przez polskiego komisarza kwota to tzw. zobowiązania - czyli maksymalny pułap wydatków.
Dziś już wiadomo, że prognozowana kwota wydatków w Polsce rozminie się z rzeczywistością - w pozytywny sposób. Jak dowiedziała się "Gazeta", Ministerstwo Rozwoju Regionalnego spodziewa się, że w 2011 r. Polska będzie mogła wydać i przekazać do rozliczenia nie 10, ale o prawie 3 mld euro więcej!
- Do Komisji Europejskiej zgłosiliśmy, że w przyszłym roku będziemy wnioskować o rozliczenie i wypłatę 51 mld zł, czyli prawie 13 mld euro. Natomiast wszystkie wydatki w 2011 r. wyniosą 62 mld zł - powiedziała "Gazecie" minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska. - Dlaczego KE zaplanowała nieco mniejszą kwotę w
budżecie? Być może dlatego, że MRR swoją prognozę wysłało 30 kwietnia, w terminie wyznaczonym przez Komisję. Zaś komisarz Lewandowski zaprezentował projekt budżetu 27 kwietnia. Ale na szczęście różnica w kwotach nie ma praktycznie żadnego znaczenia.
Na szczęście dla Polski różne prognozy Komisji i rząd w niczym nie przeszkadzają. - Nie ma żadnego konfliktu między tymi kwotami! To, co komisarz Lewandowski podał w projekcie budżetu, to nasza symulacja - mówi "Gazecie" Patrizio Fiorilli, rzecznik komisarza. - W przeszłości wiele razy się zdarzało, że faktyczne wydatki są znacznie wyższe, bo np. realizacja inwestycji finansowanych z funduszy strukturalnych przyspieszyła. I właśnie po to budżet unijny ma rezerwy sięgające 4,5 mld euro. Unijny budżet będzie przygotowany na ewentualne wyższe wydatki w Polsce - podkreśla Fiorilli.
Tegoroczne rządowe plany są skromniejsze: w 2010 r. mamy wydać i rozliczyć z Brukselą "tylko" 27 mld zł. I, jak twierdzi Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, ta prognoza na razie się sprawdza. W pierwszym kwartale br. we wszystkich częściach funduszy unijnych (czyli w krajowych i regionalnych programach operacyjnych) wydano i przekazano do rozliczenia 4,81 mld zł (111,4 proc. planu). Rekordy biły zwłaszcza regiony: przykładowo, województwo dolnośląskie ponad sześciokrotnie przekroczyło własną prognozę.
Plan ubiegłoroczny udało się zrealizować. Rząd twierdził, że wyda i przekaże do rozliczenia z Komisją Europejską 16,8 mld zł. Faktycznie wydano o 100 mln zł więcej.
Przyszły rok będzie więc wyjątkowy pod względem wydawania unijnych pieniędzy. Polska już wtedy może pobić unijny rekord wydatków z funduszy strukturalnych, dokonanych w jednym roku. Nawet w Hiszpanii - w czasie gdy najbardziej intensywnie korzystała z unijnego wsparcia - roczne wydatki były trochę niższe. Przykładowo w 2007 r. (gdy kończył się poprzedni budżet Unii)
Hiszpania wydała 6,3 mld euro.
Jednak jeśli policzyć całkowitą wartość unijnej pomocy, Hiszpanie wciąż nas biją: od 1975 r. ich państwo otrzymało od wspólnoty pomoc o wartości 93 mld euro, czyli ponad 365 mld zł.
Tymczasem Polska do tej pory wydała 64,6 mld zł. Nieco ponad połowa tej sumy to wydatki z poprzedniego budżetu Unii. Reszta - wydatki z obecnego budżetu (od 2007 r., do 2 maja w Polsce wydano już 29,6 mld zł).
Dlaczego dopiero w kolejnych 24 miesiącach wydatki gwałtownie skoczą? Bo wtedy w fazę fizycznej realizacji wchodzą największe inwestycje finansowane z unijnego budżetu.
Wartość poprawnych wniosków o dotację już dawno temu przekroczyła 280,7 mld zł, czyli mniej więcej tyle, ile do dyspozycji dała nam
Bruksela na całe siedem lat.
- Jesteśmy pewni, że przyszłoroczne wydatki będą rekordem w historii Unii Europejskiej - mówi Bieńkowska.
