Drugi z rzędu fatalny dzień dla złotego, a zarazem i kilkuset tysięcy rodzin mających kredyty w walutach obcych.. Złoty w ciągu kilku godzin stracił w środę kolejne 12 gr. w stosunku do dolara i 8 gr. w stosunku do euro. Niedługo przed godziną 16.00 notowania dolara na polskim rynku międzybankowym sięgnęły 3,19 zł! Jeszcze w piątek "zielonym" handlowano po 2,97 zł. Dolar jest tym samym najdroższy od lipca zeszłego roku. To jego najbardziej gwałtowne umocnienie od początku 2008 r., czyli głównej fali kryzysu finansowego.
W środę boleśnie spadał też kurs złotego w stosunku do euro. Unijna waluta, której notowania we wtorek przekroczyły psychologiczną barierę 4 zł, w środę nadal się umacniała. Po godz. 16.00 za euro trzeba było płacić już 4,09 zł. W ślad za euro drożał też frank, który doszedł. do 2,86 zł. W ciągu dwóch dni frank zyskał w stosunku do złotego aż 12 gr. To oznacza, że średnia rata kredytu w wysokości 300 tys. zł na 20 lat poszła z dnia na dzień w górę o kilkadziesiąt złotych.
Tak mocny spadek złoty zawdzięcza fali niepewności o to, czy kolejne po Grecji kraje Europy Zachodniej - m.in.
Hiszpania i
Portugalia - nie staną na krawędzi niewypłacalności. Globalni inwestorzy wycofują się z rynków wschodzących i zamieniają aktywa na "twardą walutę", za jaką dziś znów uchodzi dolar. Kurs euro w stosunku do dolara spadł do najniższego od 145 miesięcy poziomu. Za jedno euro płaci się już tylko 1,28 dol., podczas gdy w szczycie kryzysu finansowego było to 1,5 dol.
Cieszą się osoby mające w bankach albo w skarpecie dolary i euro, a także ci, którzy inwestują pieniądze w funduszach inwestycyjnych denominowanych w euro lub dolarze. Wszystkie wymienione wyżej kursy pochodzą z rynku międzybankowego. A przecież te zawarte w bankowych tabelach spłat kredytów są jeszcze o kilka groszy mniej korzystne dla klientów, niż te międzybankowe.
Czytaj też:
Kredyt hipoteczny, czyli klient z pistoletem przystawionym do głowy Czytaj też:
Powstał pierwszy polski fundusz zarabiający wyłącznie na spadkach cen