Zagraniczni inwestorzy sypnęli naszą walutą jak z rękawa. Najtrudniejsza sytuacja na rynku złotego była wczoraj po południu: w zaledwie cztery godziny dolar podrożał aż o 10 groszy i przebił chwilowo poziom 3,20 zł. Później zdołał odrobić trzy-cztery grosze. Podobnie było z euro - kurs doszedł w krytycznym momencie do 4,10 zł. Frank szwajcarski kosztował nawet 2,87 zł.
W naszej gospodarce nic się nie stało, co uzasadniałoby tak gwałtowną reakcję zagranicznych inwestorów. Spadek wartości złotego to efekt zapaści finansów Grecji. Inwestorzy zagraniczni boją się, że kryzys finansowy rozleje się na inne słabsze państwa
strefy euro, np. Hiszpanię i Portugalię. Ucierpieć na tym mogą także państwa Unii nieposiadające euro, ale powiązane gospodarczo z eurolandem. Dlatego inwestorzy likwidują swoje inwestycje w europejskie waluty, obligacje i akcje nie tylko w krajach bezpośrednio dotkniętych kryzysem, czyli Grecji, Hiszpanii i Portugalii, ale również np. właśnie w Polsce.
Środowa przecena złotego miała bezpośredni związek ze spadkiem notowań euro do dolara. Od południa inwestorzy wprost rzucili się na "zielone" i euro straciło prawie dwa centy w kilka godzin. Pociągnęło to w dół także inne europejskie waluty. Za euro płacono poniżej 1,29 centów - najmniej od roku, po tym jak agencja
Moody's zagroziła obniżeniem oceny wiarygodności Portugalii.
- Mamy wciąż na tapecie sytuację Grecji oraz możliwy efekt domina - kolejnych krajów, które teoretycznie mogą się znaleźć w podobnej sytuacji. Pytanie brzmi, czy
Grecja przyjmie zaoferowaną pomoc i wdroży plan wyjścia z kłopotów. Dzisiejsze demonstracje i niepokoje mogą doprowadzić do nieprzyjęcia zaproponowanych reform - powiedział PAP Robert Kęsicki, diler walutowy z Kredyt Banku. - Jeśli chodzi o kurs złotego, są to gwałtowne, nerwowe reakcje. Widać niepokój na rynku. Emocje grają rolę. Mamy do czynienia ze zmniejszeniem się zaufania do euro oraz do innych walut regionu - dodał.
Silny spadek złotego trwa już dwa dni. Bilans jest niepokojący, bo dolar w tak krótkim czasie podrożał aż o 21 groszy, czyli 7 proc., a euro - 17 groszy (4 proc.). Kurs franka z niepokojem śledzi kilkaset tysięcy Polaków, którzy pożyczyli miliardy złotych we frankach na zakup domów i mieszkań. Dla nich tak znaczący wzrost kursu oznacza wyższe raty kredytów.
- W kolejnych dniach być może się trochę uspokoi, ale dopóki nie będą to konkretne działania ze strony Greków polegające na wprowadzeniu reform w życie, możemy mieć nadal do czynienia z nerwowością na rynku walut - powiedział Kęsicki.