O unijnej polityce spójności zawsze mówiło się, że zyskują na niej nie tylko obdarowywani, ale także i darczyńcy. Ta teza obowiązywała już w latach 70. ubiegłego stulecia, gdy unijne pieniądze (w sumie 93 mld euro) zaczynały spływać do Hiszpanii, Portugalii i Grecji. Obowiązuje i teraz.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego policzyło, jak na pomocy przekazywanej Polsce wychodzą państwa starej Unii - zwłaszcza płatnicy netto do budżetu Unii (czyli takie, które więcej do budżetu wpłacają, niż z niego wyciągają).
Okazało się, że na każde euro wydane przez państwa starej Unii na politykę spójności w Polsce, aż 32 eurocenty wracają do tych krajów w postaci zwiększonego
eksportu bezpośrednio wywołanego realizacją inwestycji.
Przykładowo - jeśli polskie przedsiębiorstwa dostaną 100 mln euro dotacji, to 32 mln euro przeznaczą na kontrakty i zakup nowych maszyn kupionych w starej Unii.
Rekordowy bilans zysków mają Austriacy. Z każdego przekazanego nam euro wraca do nich 97 eurocentów.
Niemcy mają mniejszy "zwrot z inwestycji" - każde euro przekazane Polsce daje im 61 eurocentów w kontraktach eksportowych, co może dziwić, bo od początku transformacji to właśnie Niemcy są największym partnerem handlowym Polski.
Niemcy wysuwają się na czoło dopiero przy porównaniu liczb bezwzględnych. Dzięki realizacji inwestycji finansowanych z unijnego budżetu, w ubiegłym roku niemieckie firmy zyskały kontrakty o wartości 863 mln euro, zaś austriackie - tylko 162 mln euro.
Niemcy są największym płatnikiem do budżetu unijnego i wpłacają do niego wielokrotnie więcej niż Austria. Tylko w 2008 r. dorzuciły do wspólnej kasy 8,8 mld euro.
Paradoksalnie, najmniej pieniędzy z przekazanej nam pomocy spójnościowej odzyskują państwa, którym często zarzucano interesowność działań. I
Wielka Brytania, i
Francja dostają po 13 eurocentów na każde przekazane nam euro. Dużo lepszy wynik odnotowują Szwedzi (43 eurocentów), Holendrzy (30), Belgowie (29) i Włosi (17).
A jak na tej pomocy korzysta sama
Polska? Do tej pory wydaliśmy z unijnych funduszy 64,6 mld zł, czyli około 16 mld euro. Za te pieniądze powstało kilkaset kilometrów dróg i sieci kanalizacyjnych, dziesiątki oczyszczalni ścieków, przekazano dotacje tysiącom przedsiębiorstw. Z wyliczeń przedstawianych przez MRR wynika, że w samym 2009 r. - gdy Polska była jedynym krajem w Unii Europejskiej, który uniknął recesji - unijne fundusze zapewniły nam prawie połowę wzrostu gospodarczego - 0,8 pkt proc. z 1,8 proc. wzrostu PKB.