Śmierć bankowców zszokowała opinię publiczną w Grecji - po raz ostatni ofiary śmiertelne na manifestacjach miały miejsce 20 lat temu. - Trudno znaleźć słowa, żeby wyrazić moją rozpacz i oburzenie tym, co się stało - powiedział w środę wieczorem prezydent Grecji Karolos Papulias.
W środę w budynku Marfin Banku w Atenach zginęły trzy osoby - dwie kobiety i mężczyzna w wieku 32-36 lat. W proteście przeciwko śmierci swoich kolegów związek zawodowy greckich bankowców OTOE wezwał w czwartek do rozpoczęcia całodobowego strajku. W specjalnym komunikacie OTOE potępił falę przemocy, stwierdził jednak, że odpowiedzialny za śmierć jest rząd, który wprowadził radykalne cięcia wydatków. "Odpowiedzialność za śmierć leży po stronie rządu, który nie skalkulował ryzyka przyjęcia pomocy od
MFW i UE" - czytamy w komunikacie OTOE.
Mimo ogłoszenia strajku wiele banków pracuje dzisiaj normalnie - donosi agencja AP.
W czwartek parlament ma debatować nad ustawą w sprawie radykalnego planu oszczędnościowego. W nocy ma dojść do głosowania. Rządzący socjaliści dysponują większością 160 mandatów w liczącym 300 miejsc parlamencie.
Ministrowie finansów
strefy euro zgodzili się w niedzielę na pakiet pomocy finansowej dla pogrążonej w długach Grecji w wysokości 110 mld euro do 2012 r. Ceną za wsparcie z udziałem Międzynarodowego Funduszu Walutowego są drastyczne reformy budżetowe, do których zobowiązała się
Grecja.
