Grecja jest po prostu zbyt mała. Ale gdyby te problemy rozlały się na Europę i dotknęły np. Hiszpanię, to być może doszłoby do spowolnienia wzrostu gospodarczego i to mogłoby utrudnić postęp Polski w obniżaniu deficytu budżetowego. To z kolei mogłoby opóźnić nasze wejście do strefy walutowej. Trudno byłoby nam bowiem spełnić do 2013 r. kryteria traktatu z Maastricht.
Osłabienie euro też nie powinno mieć wpływu na termin naszego wejścia do strefy. Przypomnijmy, że 1 stycznia 1999 r. europejska waluta startowała z kursem 1,17 dol. Potem było kilkuletnie silne osłabienie euro. Kurs wahał się między 0,8 a 1 dol. za euro. Obecny poziom zaś jest stosunkowo wysoki. Dalsze osłabienie euro jest więc możliwe i raczej będzie sprzyjać wychodzeniu UE z recesji. Trzeba jednak pamiętać, że zmiany kursu są zwykle powolne.
Poza tym teraz nie mamy w strefie euro do czynienia z kryzysem. O jej stabilności decydują inne kraje niż Grecja czy
Hiszpania. Myślę tu przede wszystkim o Niemczech, które są jedną z najbardziej godnych zaufania gospodarek na świecie. Mamy tu też kraje skandynawskie, takie jak
Szwecja, gdzie w ostatnich 12 latach
dług publiczny w stosunku do PKB obniżył się o 20 pkt proc. W ostatnim roku była tam nawet nadwyżka budżetowa. Szwecja to prymus w polityce fiskalnej. Dobrze by było, gdyby
Polska była postrzegana jako członek tej grupy krajów.
Stanisław Gomułka, ekspert ds. finansów w Business Centre Club
Notował mib