Jeśli zapiszesz się do naszego funduszu emerytalnego, dostaniesz dekoder telewizji satelitarnej - zachęcali przyszłych emerytów akwizytorzy jednego z
OFE, choć robić tak nie mogli. Podobnie też dawać pieniędzy w zamian za zapisanie się do funduszu czy wręczać prezentów - np.
perfum. Tego zabrania prawo.
Ten proceder pewnie nie wyszedłby na jaw, gdyby nie to, że fundusz dekoderów nie dostarczył, a niezadowoleni klienci o wszystkim poinformowali nadzór finansowy. - Problem nieuczciwej akwizycji narasta od dłuższego czasu - mówi Tomasz Najfeld z KNF.
Nadzór finansowy przygotował raport o nieprawidłowościach w akwizycji do OFE. - Chcieliśmy w ten sposób ostrzec przyszłych emerytów przed nieuczciwymi akwizytorami - tłumaczy Najfeld.
Agenci OFE robią, co mogą, bo za każdego nowego klienta dostają wysokie prowizje. Za nowicjusza towarzystwa emerytalne (to one zarządzają OFE) płacą niewiele - ok. 200 zł. Więcej, bo aż 700 zł, można zarobić na wyciągnięciu klienta od konkurencji. Do tego trzeba jeszcze dodać procent od sumy oszczędności, jaką taka osoba zgromadziła na koncie emerytalnym. Tym sposobem do kieszeni akwizytora może trafić dodatkowy 1 tys. zł.
Kiedy KNF skontrolował portal internetowy, który oferował zapisy do OFE, okazało się, że jedna osoba zawierała codziennie nawet kilkaset umów o przystąpienie do funduszu. Na zawarcie jednej miała więc góra trzy minuty.
Z raportu KNF wynika, że akwizytorzy często podają się za reprezentantów wszystkich OFE. Kiedy przychodzi do podjęcia decyzji, okazuje się, że najlepszy jest tylko jeden OFE. Ten, dla którego agent naprawdę pracuje.
Częste jest też podszywanie się pod pracowników KNF czy urzędów
pracy tylko po to, by wyłudzić dane osobowe i podpis na formularzu. Osoba, która da się nabrać, po kilku miesiącach dowiaduje się, że w ten sposób zmieniła swój OFE na inny. A kiedy chce wrócić do starego, okazuje się, że zgodnie z prawem musi uiścić 160 zł.
KNF przyznaje, że wielu nieprawidłowości można by uniknąć, gdyby ofiary akwizytorów były ostrożniejsze i miały większą wiedzę o systemie emerytalnym. - W licznych skargach członkowie OFE przyznają wprost, że nie przeczytali dokumentów, które podpisywali - mówi Najfeld. Zwraca uwagę, że nawet kupując używany
samochód za 30 tys. zł, dokładnie go sprawdzamy. - A kiedy w grę wchodzi OFE i kwoty dziesięciokrotnie wyższe, postępujemy często mało rozsądnie...
Dlaczego? Z raportu KNF wynika, że przyczyną jest niska świadomość ekonomiczna Polaków. Większość z nas, wybierając OFE, nie umie ocenić, które opłaty są istotne i jak wypływają na wysokość naszych emerytalnych oszczędności. Zwykle też nie wiemy, że nawet subtelne, ale systematyczne różnice w wynikach inwestycyjnych OFE mogą boleśnie odbić się na wysokości naszej emerytury.
Co z tym zrobić? Zdaniem KNF trzeba zakazać akwizytorom przenoszenia przyszłych emerytów z jednego OFE do drugiego. W zamian każda osoba mogłaby zapisywać się do funduszu samodzielnie: telefonicznie, listownie lub przez internet. Akwizytorzy nadal mogliby namawiać do swojego OFE osoby, które dopiero zaczynają pierwszą
pracę.
Takie rozwiązanie popierają fundusze ING, Aviva i PZU. Polsat domaga się całkowitej likwidacji akwizycji. Przeciw jest AXA i Generali. Przekonują, że ograniczy to konkurencję, a członków OFE pozbawi jedynego źródła wiedzy o systemie emerytalnym.
- Widząc skalę nieprawidłowości i brak zależności między wynikami OFE a wyborami przyszłych emerytów, uważam, że rola edukacyjna akwizytorów wydaje się mocno przeceniona - mówi Najfeld. Zwraca uwagę, że co druga osoba zmieniająca OFE trafiła za namową akwizytorów do funduszu, który dotychczas gorzej pomnażał pieniądze swoich klientów. - O jakiej edukacji my tu mówimy? - pyta retorycznie.