W czwartek po godzinie 15
złoty gwałtownie osłabił się w stosunku do euro. Niektórzy, przypisują ten ruch słowom premiera Donalda Tuska, który powiedział na konferencji prasowej, że tworzenie kalendarza przyjęcia euro nie jest priorytetem rządu.
W mojej ocenie to błędne dopasowanie. Ktoś, kto jest obecny na rynku, zdaje sobie sprawę z tego, że w obecnej sytuacji w jakimkolwiek przewidywalnym okresie nie ma mowy o przystępowaniu do
strefy euro. W tym kontekście słowa premiera nie mogły zrobić wrażenia na rynku. Co innego gdyby zostały powiedziane w normalnej rzeczywistości, wtedy mogłyby wstrząsnąć. Dziś nie.
Nie wiadomo, kiedy przyjmiemy euro i na jakich warunkach. Kryteria z Maastricht, które trzeba formalnie spełnić, okazały się być tylko na papierze i gdybanie, kiedy je spełnimy, może się okazać bezcelowe. Choć nikt o tym jeszcze wyraźnie nie mówi,
strefa euro będzie musiała wypracować nowe warunki krajów, które chciałyby przyjąć euro. W tej chwili żaden rząd nie ma do tego głowy, bo najpierw trzeba ugasić pożar finansów krajów europejskich. Europa dobrze koordynowała
politykę monetarną, ale zabrakło koordynacji polityki fiskalnej. Życie pokazało, że bycie w
strefie euro nie eliminuje ryzyka bankructwa.
not. is