Do działania szefów finansów popchnęło załamanie kursu euro, który w zeszłym tygodniu osiągnął najniższy od 14 miesięcy poziom, a także gwałtowny wzrost rentowności obligacji Portugalii i Hiszpanii. Najtrudniejszy sprawdzian w historii euro zamienił piątkowy zeszłotygodniowy szczyt UE w spotkanie sztabu antykryzysowego, które zakończyło się po północy. Liderzy 16 krajów
strefy euro ustalili, że należy postawić zaporę finansową, która powstrzymałaby dalsze spadki. Zadanie powierzyli szefom finansów, którzy mają się z tym uporać zanim na azjatyckich giełdach rozpocznie się poniedziałkowa sesja. - Będziemy bronić euro za każdą cenę - powiedział szef Komisji Europejskiej Jose Barroso po zakończeniu szczytu w Brukseli. Dodał jednak, że nie będzie zmuszał
Europejskiego Banku Centralnego do kupowania obligacji skarbowych poszczególnych krajów.
Unijni urzędnicy nie ujawnili wielkości funduszu stabilizacyjnego, który ma powstać ze środków pożyczonych przez władze UE i gwarantowanych przez rządy poszczególnych krajów. Spotkanie ministrów finansów zaplanowano na godz. 15 w Brukseli. - Europa planuje wspólne działania. Czas pokaże, czy ten komunikat jest wystarczający - powiedział Chris Rupkey, główny ekonomista Bank of Tokyo-Mitsubishi UFJ w Nowym Jorku.
Gdy rynki znów otworzą się w poniedziałek będziemy mieli mechanizm, który pozwoli nam bronić euro. Jeśli komuś nie wydaje się on istotny, to znaczy, że nie był na wielu szczytach UE - podkreślał prezydent Francji, Nicolas Sarkozy i odwołała swoją podróż do Moskwy. Przedstawiciele Wielkiej Brytanii poinformowali nieoficjalnie, że nie dołożą się do funduszu, z którego korzystać mają kraje strefy euro. Ich zdaniem pomysł ten w istocie kopiuje działania Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Europa znalazła się pod presją krajów G-7. Ministrowie finansów tej grupy zwołali telekonferencję, podczas której zgodzili się, że Stary Kontynent musi odpowiedzieć na wydarzenia "jasno, mocno i na czasie". - Mamy nadzieję, że zobaczymy w Europie szybką i silną odpowiedź - powiedział minister finansów Kanady, Jim Flaherty. Barack Obama zapowiedział, że amerykańska administracja zbada "niezwykłą aktywność rynkową", która 6 maja doprowadziła indeks Dow Jones do spadku o prawie tysiąc punktów.