Biznes Ludzie Pieniądze

Przedsiębiorca to nie przestępca, ale nie dla urzędników

Leszek Kostrzewski; Piotr Miączyński
11.05.2010 , aktualizacja: 11.05.2010 15:12
A A A Drukuj
Ma firmę? Dom? Czarną limuzynę z napędem na cztery koła? Na pewno złodziej. Bo skoro ma taki samochód, to dorobił się nieuczciwie. Ukradł, załatwił po znajomości albo kogoś przekupił. W tym kraju inaczej się przecież nie da.
Przedsiębiorca, nie przestępca
Gawłowski
Przedsiębiorca, nie przestępca
Czekamy na państwa listy: mojbiznes@agora.pl



Polski przedsiębiorca jest podejrzany. Dla zwykłych ludzi.Dla urzędów skarbowych. Dla prokuratury. Trzeba go pilnować. A jeszcze lepiej od razu zamknąć.

Sprawiedliwość po latach

- Tego, przez co przeszła moja rodzina, nie przeliczy się na żadne pieniądze - mówi Nina Cholewicka, przez 10 lat właścicielka Przedsiębiorstwa Handlowo-Usługowo-Produkcyjnego "Nina". Gdy prokurator postawił jej nieprawdziwe zarzuty, straciła dom, dwa samochody, dobrze prosperującą firmę. Bez pracy zostało 50 osób.

Uniewinniona po 12 latach

- Mówiłem skarbówce, że ich kara jest niesłuszna. Nie chcieli słuchać. - opowiada Włodzimierz Sawicki, pełnomocnik kierowanego przez Zbigniewa Leszczyńskiego Eltor-Polu. Przez błąd urzędnika firma straciła cały majątek. Z ponad 100-osobowej załogi zostało 6 osób. Inni, często jedyni żywiciele rodziny, poszli po zasiłki do pośredniaka.

Firma uniewinniona po 10 latach

- Miałem intratne propozycje, ale gdy dowiadywano się, że prokuratora wisi mi na karku, ludzie przestali odbierać telefony - mówi Wojciech Topiński, były prezes odzieżowej Fasty. - Trudno się dziwić - kto zatrudni człowieka, który raz w tygodniu na cały dzień musi stawić się w sądzie. Ja, człowiek pełen energii, zostałem emerytem. Najgorsze, że nie wiem, kiedy ten dramat się skończy.

Sprawa toczy się od 8 lat, wciąż w sądzie I instancji

- Moje córki weszły w dorosłe życie w niepodległej, wolnej Polsce z przekonaniem, że państwo jest nieobliczalne, że nie można mu zaufać. Ze zwichniętym spojrzeniem na rzeczywistość - mówi Lech Jeziorny. Jego zakłady mięsne - Krakmeat - upadły po kontroli skarbowej. Na bruk trafiło 300 osób.

Uniewinniony po 7 latach

- Gdyby ktoś wtedy powiedział: "Odcinamy ci obydwie nogi, ale wszystkie twoje problemy z urzędnikami, prokuratorami przestają się dziać", to ja bym się natychmiast zgodził - mówi Roman Kluska, były właściciel Optimusa i symbol przedsiębiorców zniszczonych przez aparat skarbowy.

Uniewinniony po 1,5 roku

Teraz wykażemy pańską przestępczą działalność

Gdyby na podstawie relacji przedsiębiorców ktoś chciał opracować schemat upadku, wyglądałby on tak:

Najazd na dom policji, CBŚ, ABW, CBA zazwyczaj o 6 rano. Ktoś krzyczy do domofonu: "Policja, otwierać"! Do środka wpadają mężczyźni z bronią. Jeden pokazuje zezwolenie na rewizję i zajęcie wszystkich wartościowych rzeczy. Policjanci nakładają kajdanki na ręce.

- To było 25 września 2003 r. Żona, dzieci w strachu, a ci grzebią w szafach - opowiada Lech Jeziorny. - Nie wiedziałem, co się dzieje.

Transport do prokuratury. Klatka metr na dwa metry z grubymi żelaznymi prętami. W klatce siedzi się bez kajdanek. Do łazienki idzie się już skutym.

Po kilku godzinach albo następnego dnia jest przesłuchanie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    118 głosów