Czekamy na państwa listy: mojbiznes@agora.pl
Polski przedsiębiorca jest podejrzany. Dla zwykłych ludzi.Dla urzędów skarbowych. Dla prokuratury. Trzeba go pilnować. A jeszcze lepiej od razu zamknąć.
Sprawiedliwość po latach
- Tego, przez co przeszła moja rodzina, nie przeliczy się na żadne pieniądze - mówi Nina Cholewicka, przez 10 lat właścicielka Przedsiębiorstwa Handlowo-Usługowo-Produkcyjnego "Nina". Gdy prokurator postawił jej nieprawdziwe zarzuty, straciła dom, dwa samochody, dobrze prosperującą firmę. Bez pracy zostało 50 osób.
Uniewinniona po 12 latach
- Mówiłem skarbówce, że ich kara jest niesłuszna. Nie chcieli słuchać. - opowiada Włodzimierz Sawicki, pełnomocnik kierowanego przez Zbigniewa Leszczyńskiego Eltor-Polu. Przez błąd urzędnika firma straciła cały majątek. Z ponad 100-osobowej załogi zostało 6 osób. Inni, często jedyni żywiciele rodziny, poszli po zasiłki do pośredniaka.
Firma uniewinniona po 10 latach
- Miałem intratne propozycje, ale gdy dowiadywano się, że prokuratora wisi mi na karku, ludzie przestali odbierać telefony - mówi Wojciech Topiński, były prezes odzieżowej Fasty. - Trudno się dziwić - kto zatrudni człowieka, który raz w tygodniu na cały dzień musi stawić się w sądzie. Ja, człowiek pełen energii, zostałem emerytem. Najgorsze, że nie wiem, kiedy ten dramat się skończy.
Sprawa toczy się od 8 lat, wciąż w sądzie I instancji
- Moje córki weszły w dorosłe życie w niepodległej, wolnej Polsce z przekonaniem, że państwo jest nieobliczalne, że nie można mu zaufać. Ze zwichniętym spojrzeniem na rzeczywistość - mówi Lech Jeziorny. Jego zakłady mięsne - Krakmeat - upadły po kontroli skarbowej. Na bruk trafiło 300 osób.
Uniewinniony po 7 latach
- Gdyby ktoś wtedy powiedział: "Odcinamy ci obydwie nogi, ale wszystkie twoje problemy z urzędnikami, prokuratorami przestają się dziać", to ja bym się natychmiast zgodził - mówi Roman Kluska, były właściciel Optimusa i symbol przedsiębiorców zniszczonych przez aparat skarbowy.
Uniewinniony po 1,5 roku
Teraz wykażemy pańską przestępczą działalność
Gdyby na podstawie relacji przedsiębiorców ktoś chciał opracować schemat upadku, wyglądałby on tak:
Najazd na dom policji, CBŚ, ABW, CBA zazwyczaj o 6 rano. Ktoś krzyczy do domofonu: "Policja, otwierać"! Do środka wpadają mężczyźni z bronią. Jeden pokazuje zezwolenie na rewizję i zajęcie wszystkich wartościowych rzeczy. Policjanci nakładają kajdanki na ręce.
- To było 25 września 2003 r. Żona, dzieci w strachu, a ci grzebią w szafach - opowiada Lech Jeziorny. - Nie wiedziałem, co się dzieje.
Transport do prokuratury. Klatka metr na dwa metry z grubymi żelaznymi prętami. W klatce siedzi się bez kajdanek. Do łazienki idzie się już skutym.
Po kilku godzinach albo następnego dnia jest przesłuchanie.