Przywódcy strefy euro już w nocy z piątku na sobotę wstępnie zgodzili się na stworzenie stałego unijnego mechanizmu ratunkowego dla eurolandu. O ile decyzja o pożyczeniu Grekom 80 mld euro (110 mld wspólnie z MFW) zajęła aż trzy miesiące, o tyle nowe zasady pozwoliłyby na błyskawiczny ratunek dla kolejnych krajów w opałach, co pomogłoby gasić panikę rynków finansowych.
Jeśli
Portugalia,
Hiszpania i
Irlandia poprosiłyby dziś o pomoc podobną do Grecji, UE musiałaby znaleźć do 500 mld euro, a rynki finansowe mogą uspokoić się tylko wtedy, gdy uwierzą, że Unia ma pod ręką tak duże pieniądze na kredyty pomocowe. Dlatego ministrowie finansów krajów UE w poniedziałek nad ranem wypracowali plan ratunkowy opiewający na aż 720 mld euro.
Pierwsze - i najszybsze do uzyskania - 60 mld euro pochodziłoby od Komisji Europejskiej, która w tym celu zapożyczyłaby się na rynkach finansowych (KE już teraz może pożyczać do 50 mld euro na użytek krajów spoza eurolandu). Kolejne 440 mld miałyby w razie potrzeby zagwarantować kraje strefy euro w pożyczkach lub gwarancjach kredytowych. Do 220 mld euro kredytów pochodziłoby od Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Udział MFW i eurolandu w tym planie pomocowym przypominałby zatem mechanizm wypracowany już na potrzeby Grecji - dwustronnych pożyczek koordynowanych przez Brukselę.
Również dziś nad ranem Europejski Bank Centralny ogłosił w Brukseli, że będzie podejmował interwencje na rynkach obligacji zagrożonych krajów euro. - To słuszna decyzja. I jak wszystkie słuszne decyzje powinna być podjęta wcześniej - mówi minister finansów Jacek Rostowski.
Stworzenie stałego mechanizmu pomocy finansowej było do niedawna herezją dla polityków niemieckich, bo wiszące na ścianie koło ratunkowe może zdemobilizować kraje euro do walki z kryzysem na własny rachunek. Gdy jednak rynkowy pożar zaczął zbliżać się do Portugalii i Hiszpanii,
Niemcy wreszcie powiedziały "tak".
Kiedy niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble trafił wczoraj podczas dramatycznych obrad do szpitala w Brukseli, to Angela Merkel z Berlina ponaglała swych wysłanników do wypracowania planu ratunkowego jeszcze przed poniedziałkowym świtem, kiedy otwierają się giełdy. - Wprowadzenie tej namiastki Europejskiego Funduszu Walutowego to historyczny przełom. Szkoda, że pogłębiamy integrację UE w tak dramatycznych okolicznościach - mówi wysoki unijny dyplomata.
W porannym programie
radia TOK FM europejski komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski zwrócił uwagę, że pomoc dla Grecji, Hiszpanii i Portugalii, to programy polegające na zaciskaniu pasa, a więc mające mocno schłodzić gospodarki. "To nie jest dobre dla eksporterów niemieckich, ale także polskich" - stwierdził Lewandowski. I dodał, że budżet UE ma gwarantować pożyczki dla zagrożonych krajów, co z kolei może skutkować ograniczeniem wydatków na cele polskie. - Mam nadzieje, że do tego nie dojdzie - podsumował Lewandowski.