PGE ma docelowo pozostać państwowa, więc taka
prywatyzacja byłaby pozorna. Nie to jest decydujący argument - w końcu PGE jest spółką giełdową, ma prawo się rozwijać. Ale
Polska Grupa Energetyczna odgrywa kluczową rolę w być może najważniejszym projekcie następnych dziesięciu lat - budowie energetyki atomowej. Według rządowych planów pierwszą elektrownię mamy zbudować do 2020 r. Będzie to niezmiernie trudne, ale nawet jeśli elektrownia powstanie dwa czy trzy lata później, to i tak trzeba to uznać za sukces. Budowa elektrowni atomowej jest dla polskiej gospodarki sprawą o historycznym wręcz znaczeniu - polityka klimatyczna UE sprawia, że kariera węgla jako paliwa może się skończyć w ciągu najbliższych 40 lat. A obecnie 94 proc. prądu wytwarzamy właśnie z węgla.
Budowa "atomówki" to przedsięwzięcie drogie - pochłonie ok. 12-16 mld zł - i szalenie skomplikowane. To wielkie wyzwanie finansowe, techniczne, a dla Polski wręcz skok cywilizacyjny. Przejęcie Energi przez PGE jeszcze bardziej skomplikuje budowę elektrowni atomowej. Po pierwsze, spółka będzie uboższa o 5-7 mld zł, którą za kupno gdańskiego konkurenta zapłaci. Po drugie, samą PGE czeka długi i bolesny proces restrukturyzacji, który potrwa wiele lat. Przejęcie Energi dodatkowo go utrudni - zaczną się przewlekłe negocjacje ze związkami w sprawie ujednolicenia pakietów socjalnych czy spory na temat miejsc, gdzie mają powstawać planowane nowe elektrownie węglowe czy gazowe - na Pomorzu czy np. w
Opolu.
Po trzecie, PGE powinna także myśleć o interesie swego największego akcjonariusza, czyli skarbu państwa. Byłoby rzeczą ze wszech miar niewłaściwą, gdyby Aleksander Grad wydawał szefom PGE instrukcje, czy kupić Energę, czy nie. Ale jeśli PGE przebije oferty konkurentów i wygra
przetarg na Energę, to wpędzi resort skarbu w nie lada kłopot. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wprost napisał, że dalszy rozrost PGE byłby groźny dla konkurencji. Żeby przejąć Energę, PGE musiałaby sprzedać jakieś aktywa, zwłaszcza elektrownie. Zaczęłyby się przewlekłe negocjacje z UOKiK, co to miałoby być. Potem długie rozmowy z potencjalnymi inwestorami. A jeśli PGE nie udałoby zadośćuczynić żądaniom UOKiK, wpędziłoby skarb państwa w nie lada kłopoty - transakcja sprzedaży Energi, od której w dużej mierze zależą losy tegorocznego
budżetu, nie doszłaby do skutku.
PGE jest dziś drugą co do wielkości firmą w kraju. Ale jej szefowie powinni ustrzec się pokusy gigantomanii. Zadanie, które postawił przed nimi rząd - budowa elektrowni atomowej - sprawia, że i tak mają szansę przejść do historii polskiej energetyki. Jeśli nie rozmienią się na drobne...