Wczoraj wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska rozmawiała w Komisji Europejskiej o nowej umowie gazowej Polski z Rosją. W tym roku
Bruksela wysłała już dwa pisma do polskiego rządu, wyrażając obawy, że ta umowa może naruszać prawo europejskie. Kolejne ostrzeżenie rząd dostał pod koniec kwietnia i w ostatnią środę wicepremier Waldemar Pawlak wstrzymał procedurę podpisania umowy do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości Brukseli.
Jak przebiegły wczorajsze rozmowy? - Nie komentujemy - powiedział "Gazecie" Zbigniew Kajdanowski z biura prasowego resortu gospodarki.
Milczy też Bruksela. - Na spotkaniu ze stroną polską zdecydowano, że niestety nie możemy komentować jego przebiegu ani ustaleń - powiedział rzeczniczka KE Marlene Holzner cytowana przez PAP. - Cieszymy się, że to była polska inicjatywa, by poprosić nas o opinię, czy porozumienie jest zgodne z unijnym prawem, i cieszymy się też, że to polska strona poprosiła o spotkanie.
KE obawia się, że
Polska mogła naruszyć prawo UE, zapewniając Gazpromowi do 2045 r. monopol na tranzyt gazu przez Polskę do Niemiec oraz ulgowe opłaty za tranzyt. Umowę rządy Polski i Rosji negocjowały przez rok i trzy miesiące temu nasz rząd zezwolił na jej podpisanie. Jednak premier Rosji Władimir Putin dopiero przed miesiącem zgodził się na "dokończenie negocjacji" umowy z Polską. W zamian za ulgi Gazprom ma zwiększyć i wydłużyć do 2037 r. kontrakt na dostawy gazu do Polski.
