W poniedziałek spółka poinformowała, że zaoferuje 166,4 mln nowych akcji, niemal połowę mniej, niż planowała. Cena emisyjna wyniesie 1,89 zł za akcję - o jedną trzecią taniej od ceny maksymalnej wyznaczonej na 2,62 zł.
Po tych zmianach z oferty KOV może zebrać prawie 314,5 mln zł. Tymczasem w prospekcie informował, że chce zebrać z giełdy 756,4 mln zł. Miała to być największa od lat oferta publiczna prywatnej spółki na
GPW. Po odliczeniu kosztów emisji z pieniędzy zebranych na giełdzie spółka zamierzała przez dwa lata wydać na inwestycje 719 mln zł.
Połowę wpływów netto z oferty publicznej spółka przeznaczyła na opłacenie kosztów poszukiwania złóż ropy naftowej i gazu na Brunei w Azji Południowo-Środkowej oraz w Syrii. Ponadto ponad 180 mln zł KOV przeznaczyła na zakup złóż gazu we wschodniej Ukrainie, a drugie tyle - na "nowe, niezidentyfikowane projekty".
Które z tych wydatków spółka ograniczy? - Nie możemy komentować z powodu ograniczeń, jakie na spółkę nałożył KNF - powiedział "Gazecie" rzecznik Kulczyk Oil Ventures Jakub Korczak.
W prospekcie spółka podkreślała, że ma niedobory kapitału obrotowego i zastrzyk pieniędzy ze sprzedaży nowych akcji jest nieodzowny do realizacji jej planów, a prezes KOV Timothy Elliot mówił na spotkaniu z dziennikarzami, że na razie spółka nie ma co liczyć na kredyty bankowe.