Biznes Ludzie Pieniądze

Będzie tani prąd dla biednych. Resztę czekają podwyżki

Rafał Zasuń
11.05.2010 , aktualizacja: 12.05.2010 13:38
A A A Drukuj
Rząd przyjął założenia do projektu ustawy o ulgowych cenach prądu dla najuboższych. Nowe prawo ma umożliwić uwolnienie cen prądu dla gospodarstw domowych, co spowoduje nieuchronne podwyżki.
Polska rodzina zużywa
średnio 1,9 tys.
kilowatogodzin rocznie.
Płaci 1,1 tys. zł.
Ministerstwo chce
pomóc zużywającym
do 1,2 tys.
kilowatogodzin. Dla nich
ceny się nie zmienią
Rys. Jacek Gawłowski
Polska rodzina zużywa średnio 1,9 tys. kilowatogodzin rocznie. Płaci 1,1 tys. zł. Ministerstwo chce pomóc zużywającym do 1,2 tys. kilowatogodzin. Dla nich ceny się nie zmienią
Rząd deliberował nad ustawą osiem miesięcy. Na przeszkodzie szybkiemu jej przyjęciu stanął konflikt między ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem a szefem resortu finansów Jackiem Rostowskim. Obaj zgadzali się, że dopłaty do cen prądu dla najbiedniejszych są potrzebne, ale nie mogli się dogadać, jak to zrobić. Ostatecznie zwyciężył wariant Rostowskiego.

Przeciętny Polak płaci za prąd ok. 1,2 tys. zł rocznie. Połowa to cena prądu, reszta - opłata za jego dostarczenie. Ceny muszą być zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki. Dla firm są one od dwóch lat już całkowicie wolne - reguluje je wyłącznie rynek, a firmy swobodnie zmieniają dostawców. Firmy domagają się uwolnienia cen dla domów, tłumacząc, że sprzedają do nich prąd ze stratą. Według informacji "Gazety" PGE miała w 2009 r. z tego tytułu ok. 300 mln zł strat, Tauron - 250 mln, Energa 200, Enea prawdopodobnie tyle samo. Zaś spółki prywatne - warszawski RWE czy śląski Vattenfall - twierdzą, że nie muszą przedstawiać swoich cen do zatwierdzenia przez URE.

Z tym, że ceny muszą być uwolnione, zgadzają się wszyscy. Firmy odbijają sobie bowiem straty na dostawach do domów, windując ceny dla firm. Polska jest teraz jedynym w UE krajem, gdzie ceny dla przedsiębiorstw (zużywają 75 proc. prądu) są wyższe niż ceny dla osób fizycznych.

Ale prezes URE Mariusz Swora za podstawowy warunek uwolnienia uznaje stworzenie systemu ochrony najuboższych, tzw. odbiorców wrażliwych.

W przyjętych wczoraj założeniach rząd uznał, że będą to rodziny zużywające najmniej energii - z reguły nie mają one dużej liczby prądożernych urządzeń. Osoby samotne miałyby limit 900 kWh rocznie, rodziny od dwóch do czterech osób - limit 1200 kWh, a liczniejsze - 1500 kWh. Za prąd zużyty powyżej limitu zapłacą rynkową stawkę (przeciętne gospodarstwo zużywa ok. 1900 kWh).

Jak to ma działać? 629 tys. osób korzystających z pomocy społecznej dostanie prawo do 30-proc. rabatu w rachunkach za prąd. Będą musieli dostać zaświadczenie w swojej gminie, które przedstawią dostawcy energii. Firma prześle im rachunek z rabatem, a różnicę przeleje im na konto zakład opieki społecznej, który dostanie w tym celu dotację z budżetu. Budżet jednak nie straci na całym przedsięwzięciu, bo ceny prądu będą rosnąć, a wraz nimi wpływy z VAT i akcyzy, którymi jest obłożona energia. System zbilansuje się już przy podwyżce o 7 proc. - o tyle rosną co roku ceny zatwierdzane przez URE. Gdy zostaną uwolnione, zapewne wzrosną o 10-15 proc.

Na jaki "zasiłek energetyczny" mogą liczyć najbiedniejsi? Na ten cel budżet przeznaczy 130 mln zł. Jeśli podzielimy tę kwotę (130 mln zł) przez 629 tys. osób uprawnionych do pomocy społecznej, to wyjdzie średnio 206 zł rocznie, czyli 17 zł miesięcznie.

Teraz resort gospodarki, na podstawie przyjętych założeń, opracuje projekt ustawy, który trafi do Sejmu.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów