Biznes Ludzie Pieniądze

Nękanie człowieka uczciwego, czyli kafkowska sprawa Emila W.

Witold Gadomski, Gazeta Wyborcza
11.05.2010 , aktualizacja: 12.05.2010 13:27
A A A Drukuj
Nie chodzi tylko o los Emila Wąsacza, człowieka moim zdaniem bezwzględnie uczciwego, który od dziesięciu lat nękany jest przez prokuratorów, polityków i media. Chodzi o zasady - pisze
Emil Wąsacz w drodze na przesłuchanie do prokuratury w Gdańsku we wrześniu 2006 r.
Damian Kramski
Emil Wąsacz w drodze na przesłuchanie do prokuratury w Gdańsku we wrześniu 2006 r.
Zatrzymanie byłego ministra skarbu państwa Emila Wąsacza, a następnie postawienie mu oskarżeń były już wielokrotnie, także przeze mnie, opisywane. Warto jednak wrócić do tej sprawy, gdyż jest ona jednym z najbardziej jaskrawych przykładów wykorzystywania prokuratury do walki politycznej i usłużności prokuratorów wobec kolejnych ekip politycznych. Mam nadzieję, że zainteresuje prokuratora generalnego, który dzięki nowej ustawie o prokuraturze ma naprawdę ogromną władzę i niezależność.

Rzekome przestępstwo

"Przestępstwo", jakiego się rzekomo dopuścił Emil Wąsacz, miało miejsce 6 listopada 1999 r. Wówczas podpisana została umowa o sprzedaży 30 proc. udziałów w PZU konsorcjum Eureko-BIG Bank Gdański. Oprócz Eureko wiążącą ofertę złożył francuski gigant ubezpieczeniowy AXA, który oferował od 926,44 do 1158,05 zł za akcję, podczas gdy Eureko-BIG - 1043-1390. Widełki w ofercie wynikały z braku pełnej wiedzy o rzeczywistej sytuacji PZU przed prywatyzacją i po niej. Oferenci rozumowali tak: jeżeli uda mi się z ministerstwem wynegocjować pewne dodatkowe gwarancje, na przykład większy zakres władzy w PZU, wówczas cena będzie bliżej górnej granicy widełek, jeżeli w trakcie negocjacji ministerstwo postawi jakieś dodatkowe warunki, cena powinna być w pobliżu granicy dolnej.

Ostatecznie Eureko-BIG zapłaciło 1200 zł za akcję (1165 plus 35 zł premii), czyli więcej niż górna granica oferty AXA. Cena przesądziła o wyborze.

Sprzedaż akcji PZU nie budziła większych kontrowersji. AXA nie wniosła protestu, prasowe komentarze były umiarkowanie przychylne, politycy opozycji nie wbiegali na mównicę, by protestować. Wszystko zmieniło się na początku 2000 r., kiedy to doszło do próby wrogiego przejęcia BIG Banku Gdańskiego przez niemiecki Deutsche Bank działający w porozumieniu z kierującymi PZU Władysławem Jamrożym i Grzegorzem Wieczerzakiem. Próba się nie udała, a Jamroży i Wieczerzak stracili pracę. Dwaj panowie rozpoczęli wówczas zmasowaną kampanię mającą na celu udowodnienie, że prywatyzacja PZU była przeprowadzona źle, a być może z naruszeniem prawa. Mieli doskonałe kontakty z wieloma politykami, którzy byli pod ich wyraźnym wpływem. W sierpniu 2000 r. doprowadzili do odwołania Emila Wąsacza z funkcji ministra skarbu państwa. To już prehistoria, ale warto ją przypomnieć, by zrozumieć, dlaczego nagle w prasie pojawiło się określenie "afera PZU" lub "aferalna prywatyzacja".

Prokurator umarza, politycy żądają

Jeśli jest afera lub choćby jej podejrzenie, to warto, by zajęła się nią prokuratura. W końcu stycznia 2001 r. Julita Sobczyk, rzeczniczka warszawskiej prokuratury okręgowej, ujawniła, że prokuratura wszczęła śledztwo "w sprawie domniemanego działania na szkodę interesu publicznego wskutek przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez pracowników Ministerstwa Skarbu Państwa odpowiedzialnych za przebieg prywatyzacji PZU w latach 1998-99". Chodziło zatem o przestępstwo z artykułu 231 par. 1 zagrożone karą do trzech lat. Rok później postępowanie zostało umorzone "wobec braku znamion czynu zabronionego", ale "afera" żyła już własnym życiem. Prywatyzacja miała miejsce za rządów AWS-UW - ugrupowań, które w 2001 r. znikły z Sejmu. Ściganie "afery" było więc wygodne i dla lewicy, i dla PiS, i dla PO. W styczniu 2005 r. posłowie niemal jednogłośnie powołali komisję śledczą ds. prywatyzacji PZU, a w czerwcu 2005 r. Sejm postanowił postawić Wąsacza przed Trybunałem Stanu. Do dziś Trybunał nie rozpatrzył zarzutów.

Dla wymiaru sprawiedliwości wybryki polityków nie powinny mieć większego znaczenia. I rzeczywiście, w roku 2002 r., za rządów Millera, tak się stało. Warszawska prokuratura przez rok (od stycznia 2001 do stycznia 2002) badała sprawę i doszła do wniosku, że przestępstwa nie było. Opinię publiczną karmiono jednak informacjami o "aferze", a Polska przeżywała właśnie "moralne wzmożenie". Na początku 2005 r. dla wszystkich było jasne, że SLD wkrótce przegra wybory, a nowy rząd zajmie się przede wszystkim walką z "aferami" z udziałem polityków. "Afera PZU" jak żadna inna nadawała się do ścigania.

Na tej fali już w styczniu 2005 r., mimo braku jakichkolwiek nowych okoliczności, zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik nakazał wznowienie postępowania i skierował sprawę do Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, którą kierował Janusz Kaczmarek. Ten były członek PZPR nie ukrywał nigdy politycznych ambicji. Startował nawet bezskutecznie w wyborach do Sejmu w 1993 r. z listy BBWR. W 2000 r. został prokuratorem okręgowym w Gdańsku, a rok później zastępcą prokuratora generalnego, którym był wówczas Lech Kaczyński. Odszedł wraz ze swym chwilowym pryncypałem, ale za rządów SLD znów awansował - w 2002 r. został szefem Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Trzeba talentu prestidigitatora, żeby awansować i przy Kaczyńskim, i przy Millerze.

Prokuratorzy rozciągają zarzuty

W 2005 r. minęło już ponad pięć lat od prywatyzacji PZU. Według kodeksu karnego, jeżeli potencjalnie przestępczy czyn jest zagrożony karą nieprzekraczającą trzech lat, jego karalność ustaje po pięciu latach. Aby wznowić postępowanie, rozszerzono więc zarzuty o par. 2: "Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10". W akcie oskarżenia sporządzonym ostatecznie dopiero 27 stycznia 2010 r. wciąż jest mowa o par. 2, lecz nie ma nawet próby wykazania, że Wąsacz działał dla własnych korzyści.

- Nie ma zarzutu, że Wąsacz działał dla osiągnięcia własnych korzyści, ale działał na korzyść inwestora - mówi Krzysztof Trynka, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku.

Mnie wygląda to na naciąganie par. 2, ale prokuratorzy pewnie wiedzą lepiej.

Emil Wąsacz po odejściu ze stanowiska ministra skarbu państwa został prezesem spółki giełdowej Stalexport SA, w którym skarb państwa ma swoje udziały (poprzez spółki zależne). W czasie rządów PiS, sierpniu 2006 r., bezskutecznie próbowano usunąć byłego ministra z funkcji prezesa, a 18 września prokuratura podjęła spektakularną akcję przeciw niemu. Został zatrzymany i przewieziony do Gdańska w celu przesłuchania przez prokuratora. Postanowienie o zatrzymaniu podpisała prokurator Barbara Swarobowicz, a zarzuty przeciwko Wąsaczowi podpisał prokurator Zbigniew Niemczyk. Sąd nie zgodził się na areszt byłego ministra, który w prokuraturze gdańskiej spędził kilkanaście godzin.

Nazwiska prokuratorów warto zapamiętać, gdyż są oni odpowiedzialni za narażenie skarbu państwa na straty oraz wysokie koszty pogoni za byłym ministrem. We wrześniu 2007 r. sąd okręgowy potwierdził bezprawność zatrzymania Wąsacza i przyznał mu 6 tys. zł odszkodowania. Prokuratorzy powinni zapłacić z własnej kieszeni, ale zapłaciliśmy my - podatnicy.

Po zatrzymaniu Wąsacza na konferencji prasowej prokurator krajowy Janusz Kaczmarek i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powoływali się na "druzgocące" dowody przestępstwa znajdujące się w opinii BDO. To międzynarodowa firma konsultingowa zajmująca się też badaniem finansów. Decyzję o zleceniu BDO ekspertyzy prywatyzacji podpisała prokurator Beata Homa. Ekspertyza kosztowała około 1 mln zł, a całe pięcioletnie śledztwo przeciwko Wąsaczowi - ok. 2 mln zł. Do dziś ekspertyza (podpisał ją ostatecznie wiceprezes BDO Krzysztof Zorde) jest głównym dowodem w śledztwie, choć są eksperci, którzy podważają jej rzetelność.

Co konkretnie zarzuca się Wąsaczowi? Paradoksalnie to, że wybrał ofertę firmy, która oferowała wyższą cenę, czyli Eureko. Prokurator uważa, że można było wytargować jeszcze wyższą cenę, gdyby Wąsacz podjął równoległe negocjacje z drugim oferentem (AXA). To wynika z raportu BDO, który powołuje się na rzekomo analogiczny przykład prywatyzacji Banku BPH, gdzie równoległe negocjacje z potencjalnymi inwestorami doprowadziły do tego, że ostatecznie akcje banku sprzedano o 6,67 proc. drożej, niż wynosiła oferta pierwotna. To analogia mocno naciągana, gdyż każda prywatyzacja jest inna i raz udaje się cenę wywindować (jak przy prywatyzacji TP SA), innym razem nie. W dodatku ostateczna cena sprzedaży akcji PZU była o ponad 15 proc. wyższa niż wstępna oferta Eureko. A więc zarzuty prokuratorskie wydają się wydumane.

Prokuratorzy przesłuchiwali prezesa AXA, który zeznał, że gotów był zapłacić cenę bliższą górnych niż dolnych widełek oferty, ale w żadnym wypadku nie więcej. Przyznał, że AXA na pewno nie zapłaciłaby za PZU ceny, którą dało konsorcjum Eureko. Po tym zeznaniu śledztwo przeciwko Wąsaczowi powinno być umorzone, ale prokuratorzy podlegli ministrowi Ziobrze mieli nadzieję na upolowanie grubszego zwierza.

Polowanie na grubego zwierza

Grubą zwierzyną byli: Marek Belka - były premier i wielokrotny minister finansów, Jerzy Buzek - szef rządu w czasie prywatyzacji PZU, i Marian Krzaklewski - były szef "Solidarności" i lider nieistniejącej już formacji politycznej Akcja Wyborcza Solidarność, która współtworzyła rząd Buzka. Przesłuchania świadków trwały od 2005 do 2009 roku.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    73 głosy

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (3)

  • Gość: ascasc

    Oceniono 1 raz 1

    wąsacz złodzieju, oddawaj A4, ty mendo

  • jpy1

    Oceniono 1 raz 1

    Panie redaktorze, a czy mógłby się pan przyjrzeć sprawie dotyczącej finansów Eureko. Tzn. z oficjalnych źródeł wiadomo że Eureko nie miało takich pieniędzy żeby kupić PZU. Jaki sens było sprzedawać firmę PZU firmie Eureko, skoro ta chciała sobie sfinansować tenże zakup z zysków PZU? A to czy Wąsacz jest uczciwy to ja w to wątpię (patrz umowa ze Autostradą Stalexport) w kórej to jest prezesem..

  • Gość: aaa

    0

    a czemu w ogóle prywatyzowano PZU ? co małe zyski małe dywidendy do skarbu Państwa?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX