Jak powiedział Rostowski, rząd buduje kalendarz przyjęcia euro dla Polski, nie jest on jednak priorytetem. - Pan premier powiedział, że 2015 rok jest możliwy, ale już od dłuższego czasu mówimy, że do
strefy euro się nie spieszymy - stwierdził Rostowski, według którego aktualnie
Polska jest w lepszej sytuacji także dlatego, że nie jest w strefie euro. - Za kilka lat
strefa euro będzie wzmocniona, wtedy będziemy mogli do niej spokojnie się wprowadzić - powiedział.
Minister dodał, że obawia się potencjalnego zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Jego zdaniem taka sytuacja byłaby szkodliwa dla Polski w kontekście kryzysu, ponieważ współpraca między prezydentem a rządem byłaby mocno utrudniona. Powiedział, że gdy w październiku 2008 roku zaczął się kryzys, Polska znalazła się pacie ustawodawczym przez półtora roku. - Wszystkie propozycje rządu były przez poprzedniego prezydenta odrzucane - powiedział Rostowski.
Minister odniósł się też do sporu resortu finansów z NBP dotyczącego elastycznej linii kredytowej z
MFW. We wtorek NBP poinformował, że jest gotowy poprzeć rząd w staraniach do dostęp do linii, ale tylko wtedy, gdy w ocenie ministra finansów wystąpią czynniki fiskalne mogące mieć wpływ na
bilans płatniczy kraju. - Cieszę się, że NBP nareszcie zdaje sobie sprawę z tego, że linia jest potrzebna - stwierdził Rostowski
Kilka miesięcy temu premier Donald Tusk powiedział, że najbardziej realnym terminem wejścia Polski do strefy euro jest 2015 rok. Zastrzegł jednak, że nie jest to ostateczna data. Jego głowa potwierdził pod koniec marca wiceminister finansów Ludwik Kotecki, który stwierdził, że wejście Polski do strefy euro w 2015 roku jest nadal realne, nie jest jednak oficjalnym celem rządu.
