Dotychczasowe próby sprzedaży stoczni kończyły się klapą. W maju ub.r. katarski fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights wylicytował główne części majątku stoczni w
Szczecinie i w Gdyni. Wpłacił wadium 8 mln euro, ale za stoczniowy majątek nie zapłacił. Potem nad kupnem zastanawiała się rządowa agencja z Kataru, ale wycofała się z pomysłu, zaś CBA uznało, że w przypadku
przetargu mogło dojść do nieprawidłowości.
W listopadzie raz jeszcze podjęto próbę sprzedania części majątku - za ponad 10 mln zł konsorcjum osób fizycznych wylicytowało wówczas część stoczni Szczecin z nabrzeżem wyposażeniowym oraz budynek z biurami projektowymi stoczni.
Co z resztą majątku? Wczoraj w końcu Komisja Europejska dała zielone światło na jeszcze jedną próbę sprzedaży. Zgoda była konieczna, bo to z Brukselą uzgadniany jest proces tzw. kompensacji, czyli przejścia stoczni z rąk państwowych do prywatnych inwestorów.
Jak mówi Wewiór, ostateczna decyzja o terminie przetargu będzie należała do zarządcy kompensacyjnego (odpowiada za wycenę, podział i sprzedaż majątku stoczni). Więcej o sprawie nie chciał mówić. Zarządcą jest warszawska spółka Bud-Bank Leasing. Gdy tam zadzwoniliśmy, odesłano nas do resortu skarbu.
W kwietniu szczecińska "Gazeta Wyborcza" pisała, że możliwy jest scenariusz dzierżawy stoczni - co najmniej dwie firmy miały być zainteresowane wydzierżawieniem pochylni i kilku hal do realizacji kontraktu na budowę serii dużych holowników. Gdyby tak się stało, szacowano, że do
pracy w stoczni - przynajmniej na rok - mogłoby trafić 300-400 stoczniowców.