- Potrafię zadbać o Azienda Italia [Przedsiębiorstwo Włochy]. Choć urzędnicy rzucali mi kłody pod nogi, przeszkadzało fatalne prawo oraz czepliwe sądy, to udało mi się dorobić. To dowód, że naszej ojczyźnie też zdołam zapewnić dobrobyt - to przesłanie Silvia Berlusconiego, który od dwóch dekad nie opuszcza czołówek rankingów najbogatszych Włochów, gwarantuje mu wyborcze sukcesy i świetnie pokazuje stosunek Włochów do przedsiębiorców: od tych najmniejszych do gigantów wartych miliardy euro.
Choć przeciwnicy i twardzi zwolennicy włoskiego premiera toczą w sądach i mediach wieloletnie bitwy w sprawie oskarżeń Berlusconiego o łapówkarstwo, przekręty finansowe, a nawet powiązania z mafią, to sporej części zwykłych Włochów prawda w sprawie tych zarzutów niezbyt wiele obchodzi. Premier, który z syna urzędnika bankowego stał się - po
pracy jako konferansjer, komiwojażer, deweloper - magnatem medialnym, opowiadał kiedyś z nieskrywaną dumą, jak w latach 70. rozkochał w sobie asystentkę wysokiego urzędnika i dzięki jej wstawiennictwu zdobył potem potrzebne mu zezwolenia biznesowe. Wielu Włochom nie przyszło do głowy go potępić, bo raczej z podziwem zazdrościli mu sprytu.
Przedsiębiorcy nierzadko korzystają bowiem we Włoszech ze społecznego statusu ofiar systemu - jeśli płacą łapówki, to dlatego, że bez nich "urzędnicy doprowadziliby ich do ruiny", oszukują fiskusa, bo podatki są za wysokie, a jeśli mają konszachty z mafią, to wyłącznie dlatego, że "inaczej nie można".
- W takim świecie się urodziłem, w takim umrę - tłumaczy właściciel niemałej
restauracji w
Palermo, gdzie mafijne haracze płaci do 80 proc. przedsiębiorców. Pozytywny wizerunek małych i średnich przedsiębiorców we Włoszech wzmacnia to, że nawet na bogatej Północy ich firmy mają rodzinny, więc nawet w czasach politycznych sukcesów włoskiego eurokomunizmu trudno było ich uznać za wrogich ludowi kapitalistycznych wyzyskiwaczy.
Stosunek do zysku jako motywu życiowych działań oraz do biznesowej konkurencji to zdaniem wielu Brytyjczyków wyznacznik mentalności brytyjskiej i "kontynentalnej", czyli głównie francuskiej. Istotnie, o ile w debatach politycznych we Francji za przeciwieństwo twardej konkurencji uchodzi solidaryzm społeczny i troska o społeczną równowagę, to po drugiej stronie kanału La Manche ograniczenie konkurencji równa się w odbiorze społecznym groźbie monopolu, utrwalenia niesprawiedliwych przywilejów oraz nazbyt ekspansywnego państwa.
Francuski biznesmen może liczyć jednak na dużą przychylność społeczną, o ile będzie hołdował ideom "przedsiębiorczości społecznej" - dbającej o zatrudnionych, środowisko naturalne oraz interesy lokalnej społeczności. Francuzi chcą, aby ich kapitalizm był moralny. Absolwenci francuskich uczelni wyższych w badaniach na temat przedsiębiorczości mówią częściej niż inni Europejczycy, że cechą biznesmenów powinien być twórczy zapał, ciągłe kształcenie się czy nawet wynalazczość.
Czy co bogatsi przedsiębiorcy nie stają się częścią establishmentu, który po cichu kręci interesy z krzywdą dla uboższych? Odpowiedź zależy od opcji politycznej i stanu gospodarki.
Załamanie gospodarcze potrafi bowiem pogorszyć wizerunek biznesmenów nawet w Niemczech, gdzie podczas poprzedniego kryzysu (z 2001 r.) poziom zaufania do przedsiębiorców i menedżerów był o jedną trzecią niższy niż średnia w Europie (33 proc.). Zdaniem ekspertów zdecydował strach pracowników najemnych przed zwolnieniami i brak nadziei na lepsze płace. Jednak prywatni przedsiębiorcy zwłaszcza w zachodnich landach czasem miewają nawet status lokalnych bohaterów cenionych, bo dają
pracę i poczucie stabilności.
Także kryzys rozpala teraz w Grecji społeczny gniew przeciw przedsiębiorcom, których powszechnie oskarża się o niepłacenie podatków i rujnowanie gospodarki poprzez korupcyjne sitwy. Co bogatsi przedsiębiorcy muszą walczyć z łatką złodzieja. To zbliża mentalnie Greków do krajów Europy Środkowej, gdzie - to specjalność nie tylko Polski, ale też innych krajów byłego bloku radzieckiego - wciąż panuje przekonanie, że w biznesie nie można być jednocześnie czystym i osiągać sukcesów. Jak temu zaradzić? - Nie zniechęcać się, że kryzys tylko pogarsza nam opinię. Być maksymalnie przejrzystym, otwartym i tłumaczyć, że bez biznesu i biznesmenów nie będzie społecznego dobrobytu. Taka edukacja kiedyś zaowocuje - mówi Philippe de Buck, szef organizacji Business Europe.