Ministerstwo Finansów chce, żeby od przyszłego roku
szkoły językowe płaciły VAT. Szkoły protestują. Resort finansów tłumaczy, że podwyżki wymaga dyrektywa unijna. Przygotowany przezeń projekt zmiany ustawy przyjął już rząd. Zapewne lada chwila zaczną nad nim pracować posłowie.
Szkoły językowe ostro protestują. Dziś są zwolnione z VAT. - Po nałożeniu 22 proc. stawki tego podatku na szkoły językowe ceny prowadzonych przez nie kursów wzrosną - mówił w piątek w czasie konferencji dla przedstawicieli
szkół językowych Marcin Eckert, radca prawny, ekspert podatkowy Business Center Club. - Dostępność nauki języków się przez to zmniejszy. A to będzie miało negatywne przełożenie na polską gospodarkę. Bez znajomości języków kwalifikacje naszych pracowników będą po prostu niższe - mówił w imieniu BCC Eckert. Według wyliczeń szkół językowych po wprowadzeniu VAT cena semestru nauki języka dla dorosłych w czteroosobowej grupie, np. w
szkole językowej Berlitz, podskoczyłaby z 1500 do 1725 zł. Zdrożeją też oczywiście kursy
dla dzieci. Kurs semestralny dla
dzieci, który dziś kosztuje 648 zł, będzie kosztować 745 zł. Jeśli rodzic płaci za naukę dwójki, trójki dzieci, to ten wzrost może być dla niego znaczący.
Ale to nie wszystko. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, część szkół nadal będzie mogła korzystać ze zwolnienia od podatku. Dostaną je te placówki, które otrzymają specjalną akredytację MEN. - Nastąpi pewnego rodzaju nierównowaga na rynku szkół językowych. Te bez akredytacji będą droższe, mniej konkurencyjne. Część szkół upadnie - dowodził Eckert.
Na sali wrzało. - Wzrośnie szara strefa. Akredytacje będą działały korupcjogennie - wołali oburzeni przedstawiciele szkół językowych.
- Nauczanie języków obcych powinno być uznane za interes publiczny. Dlatego przepisy powinny być łagodne, a zwolnienie od podatku powinno obejmować jak najwięcej szkół - przekonywał ekspert BCC.
Szkoły zbierają podpisy pod protestem do ministra finansów. Chcą też przedstawiać swoje racje posłom w czasie prac w komisji sejmowej.